Dziś po raz pierwszy w tym tygodniu bezwietrzny dzień. Po tych kilku, gdy uporczywe wycie wiatru świdrowało każdy zakamarek domu i własnej głowy, to wielka ulga wyjść i nie walczyć z utrzymaniem równowagi. Od razu cieplej, choć niebo zachmurzone. Włóczenie się ulicami miasta. Wyłapywanie atrakcji dla dzieci. Niezawodny Ogród Botaniczny. Drzewa – wysokie, majestatyczne. Jest w nich coś stałego, uspokajającego. Tyle rzeczy wokół przemija, a one rosną. I jak tak stoję z głową zadartą do góry to łapię inną perspektywę. Od razu patrzę dalej. Nie tylko na własne podwórko. To przynosi ulgę.
Gdzieś po drodze Centrum Dysleksji – uroczy domek z mnóstwem ciekawych rzeczy wokół. Już raz tam zabłądziłam, ale nie doczytałam (mea culpa). I to ta przewaga odkrywania miejsc z dziećmi – zawsze uważniej… Różne nazwiska, w tym John Britten i ten napis obok.. zaintrygował mnie. I wyszperałam ciekawą historię tego dyslektyka. Nie tylko dla wielbicieli motocykli ;-) Kto ma chęć to czyta tutaj.
Glazurnik bywa smutny. Zmęczony. Głównie brakiem stabilności i pewności jutra. Codzienny rollercoaster w pracy bywa wyjaławiający. Trzeba się więc podźwignąć nawzajem, zmotywować do tego, co uspokoi rozbiegane myśli. I jak zawsze z odsieczą niezawodny ruch. Rowery z dziećmi. I od razu skojarzenie czyichś słów wyłapanych wczoraj: ‘Ciesz się małymi rzeczami, bo któregoś dnia obejrzysz się za siebie i zdasz sobie sprawę, że były to rzeczy wielkie.'
| Festiwal Icefest trwa |
| Przed budynkiem Rady Miasta |
| O dysleksji przystępnie, ciekawie - np. talking seats - siadasz i słuchasz.. |
| Nie chce się obrócić :/ Taki sobie eukaliptus |
| Przystanek przy sekwojach obowiązkowy |
Już sama perspektywa oddalenia czyni niektóre sprawy wielkimi, a inne, dotąd wielkie, błahymi...
OdpowiedzUsuńCierpliwości, słońca i uśmiechu! :-)
M.
To prawda...
UsuńDzięki :-)
"Glazurnik bywa smutny. Zmęczony. Głównie brakiem stabilności i pewności jutra. Codzienny rollercoaster w pracy bywa wyjaławiający." Jak ja to rozumiem... Trzymaj się chłopie :). Pozdrawiam Was gorąco.
OdpowiedzUsuńPS. Przeczytałem wszystko, nadrobiłem... jestem zachwycony Twoim blogiem. Czekam na dalsze wpisy :)
Mam teraz w pracy urwanie głowy i mnóstwo spraw, ale zawsze staram się znaleźć trochę czasu żeby się zatrzymać i sprawdzić co u "naszych Kiwi". Czytanie Twoich przemyśleń i opowieści to taka chwila oderwania, przerwa w nawale zajęć, która pozwala mi złapać oddech. A do tego fantastyczne zdjęcia - dziś szczególnie ta obrośnięta sekwoja. Dzielni jesteście wszyscy w tym poznawaniu NZ i jednocześnie zmaganiu się z codziennością. Pozdrawiam. Iwona
OdpowiedzUsuńW korkach, wieczorami nadrobiłem :-) i nie mogę się doczekać co dalej :-) 3majcie się - pozdrawiamy z Wro. A&A
OdpowiedzUsuńCieszy nas to, jak chcecie być z nami i w tym podróżowaniu nam towarzyszyć :-) Bardzo nas to cieszy...
OdpowiedzUsuń