'Nie uważasz, że wspaniale byłoby rzucić wszystko i pojechać gdzieś, gdzie nikogo nie znamy? Czasami mam straszną ochotę to zrobić'. (Haruki Murakami)
My też mieliśmy. Stąd pomysł na roczny wyjazd do Nowej Zelandii. Bo dalej już nie można.
poniedziałek, 6 października 2014
Życia żal...
To, co najbardziej zachwyca
mnie w Nowej Zelandii to świadomość, że gdziekolwiek nie jesteś to zawsze jest
to tylko kilka kilometrów od jakiegoś zachwycającego miejsca. Jedziesz niby
zwyczajną drogą i nagle po jednej stronie wyrasta ci bujny subtropikalny las
deszczowy, a po drugiej gniewny ocean (lub bardziej precyzyjnie – jego część w
postaci Morza Tasmana). Zjeżdżamy na byle parking, żeby skorzystać z chwilowego
braku deszczu, którego akurat dziś w nadmiarze i w każdej możliwej postaci, a
tu rozległa odludna plaża, fale rozbijające się z hukiem o skały, my sami i
żywioł… Gdy tak idziemy razem i każdy z osobna, bo czasem trzeba pobyć tylko ze
swoimi myślami, to przychodzi refleksja, że bałabym się tu mieszkać. Bo…to
takie uzależniające, możesz tak iść kilometrami, mimo mżawki i pochmurnego nieba,
możesz zapatrzeć się na te fale, zapomnieć się w nich. Takie piękno pełne
niepokoju. Wciągające.
Surowe oblicze opustoszałego
Zachodniego Wybrzeża wszystkich nas zachwyca. Jest coś dzikiego, nieokiełznanego
i onieśmielającego w tej części wyspy odciętej od reszty łańcuchem Alp
Południowych. Być może wiele z tych miejsc w całej NZ przypomina rozmaite im
podobne rozsiane po całym świecie. Ale wyobraźcie sobie tę różnorodność
krajobrazów zmieniających się co kilkadziesiąt kilometrów jak w kalejdoskopie,
to zróżnicowanie roślinności upakowane na tak małym obszarze – dopiero wtedy
zaczynasz rozumieć fenomen Nowej Zelandii. Nie wspominając o braku mało
przyjaznych stworzeń. Idąc dziś przez gęsty las deszczowy wzdłuż koryta
krystalicznie czystej rzeki mieliśmy wrażenie, że oprócz wszelkiego rodzaju
ptactwa (raj dla ornitologów pewnie, dla nas laików to po prostu urocze, barwne
ptaszki :P) to niewiele więcej tam żyje. A jeśli żyje to w zgodzie z nami ;-)
To chyba ta zasadnicza różnica między NZ a Australią, tak myślę… Przekonamy
się, mam nadzieję.
Budzisz się rano, deszcz
bębni o szyby i myślisz, że dzień stracony, bo ponuro i zimno, i co tu robić. Ale
wkładasz kurtkę i wychodzisz, bo czasu żal. Życia żal. I mimo deszczu i chmur
do ziemi jest pięknie. I nie zadręczasz się już myślami, że gdyby niebo
błękitne to dopiero..! Ale byłyby zdjęcia! No nie zadręczasz się takimi
myślami, bo to nie ma sensu. Pstrykasz kilka fotek, które nijak nie oddają
tego, co masz przed oczami. Pancake Rocks wyglądają jak skamieniałe
sterty naleśników wyżłobione przez wściekle napierające masy wody, wysmagane
przez wiatry. Przebijające się przez nie z ogłuszającym rykiem fale tworzą
efekt buchających gejzerów. Takie dzieło przyrody, bez żadnej ingerencji
człowieka.Nie wiedziałem, że tu będzie
tak pięknie, podsumował mój syn.
Napisane wczoraj. Nie opublikowane od razu z braku
dostępu do sieci w dziczy. Dziś przed wyjazdem krótka łączność ze światem i od
razu informacja o śmierci A.P. I przez całą drogę powrotną wilgotne oczy.
Dlaczego śmierć nazwana, z imienia i nazwiska, skojarzona z konkretną twarzą, boli bardziej niż śmierć ludzi
umierających codziennie, na całym świecie..? Boli. I tak strasznie smutno. I niewyobrażalny ból
tych, którzy stracili wszystko w jednej chwili. Tak mi przykro.
Życia żal. Każdej chwili żal. Stąd ta zachłanność na życie. Bo nigdy nie wiesz. Zawsze naiwnie wierzysz, że Ciebie i Twoich
najbliższych ‘te rzeczy’ nie dotyczą. Jak dziecko się przy tym upierasz…
Tak niektórzy mają szczęście zobaczyć Pancake Rocks (źródło: www.trekearth.com)
A tak my je widzieliśmy
Ale robią wrażenie ;-)
Tak woda wdziera się wściekle i podmywa skutecznie
Koryto rzeki Pororari
Dzieci zawsze coś wynajdą ;-)
Jak masz kominek to nie zmarzniesz;-) Tyle drewna do wzięcia!
Droga wzdłuż Zachodniego Wybrzeża
Powrót na wschód i .... atak zimy na Przełęczy Artura
Piękne miejsca, Cudnie się ogląda. Co do drugiej części tekstu to polecam trochę poczytać o twórczości i życiu Akiane Kramarik, jej wiara, nadzieja budują, zwłaszcza w takich chwilach ....patrząc na jej postrzeganie raju nie można oprzeć się wrażeniu, że....tam też jest pięknie....
Czekam codziennie na nowy wpis, chłonę każde słowo, zachwycam się każdym zdjęciem. I marzę... codziennie marzę o takiej przygodzie... Pozdrawiam Was bardzo ciepło Ola
coraz piękniejsze miejsca, ściskam! ;)
OdpowiedzUsuńPiękne miejsca, Cudnie się ogląda. Co do drugiej części tekstu to polecam trochę poczytać o twórczości i życiu Akiane Kramarik, jej wiara, nadzieja budują, zwłaszcza w takich chwilach ....patrząc na jej postrzeganie raju nie można oprzeć się wrażeniu, że....tam też jest pięknie....
OdpowiedzUsuńPoczytam, dziękuję.
UsuńZdjęcia pierwsza klasa...
OdpowiedzUsuńCzekam codziennie na nowy wpis, chłonę każde słowo, zachwycam się każdym zdjęciem. I marzę... codziennie marzę o takiej przygodzie...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Was bardzo ciepło
Ola
Takim regularnym marzeniem wiele można zdziałać :-) Naprawdę!
UsuńPozdrowienia z wietrznej NZ