Że niby człowiek przywiązuje się do rzeczy? Do przedmiotów?
Jakich niby…?
Ulubiony fotel? No tak, ale wygodnie to można umościć się w
wielu miejscach. Książki? Przecież nie uciekną. Pożyczę chętnie na rok, żeby
ktoś skorzystał, żeby żyły swoim życiem, żeby nie tylko w kurzu na półce.
Ukochana muzyka? Bez przesady, dostęp do niej wszędzie. Ukochane filmy? Już
obejrzane. Żyją wewnątrz mnie i nie dają o sobie zapomnieć. Co jeszcze zostało?
Hmmm, niewiele więcej. Jak tak rozglądam się wokoło to już niewiele wzrok
przyciąga. Nie gromadzę, nie otaczam się tym, co mnie trzyma w miejscu.
Potencjalny włamywacz wielce byłby zdziwiony, że wynieść nawet nie ma za bardzo
co ;-)
Bo to jest bez znaczenia. Wartość mają ludzie i to, co dają
mi relacje z nimi. I tego mi nie żal zostawiać, bo…. nie ma takiej opcji. Mam to w sobie,
wspomnienia i emocje; zwyczajne rozmowy i dyskusje do świtu; obopólne wsparcie
i pewność, że ktoś rozumie. Bez zbędnych tłumaczeń. Bierze cię z całym inwentarzem twoich dobrych
stron i irytujących zachowań.
I to mnie stawia do pionu nad ranem, gdy rozsypuję się na
tysiące kawałków lęków i obaw. Gdy strach paraliżuje radość z tego, co ma się
zdarzyć.
Właśnie to.
Do odlotu 11 dni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz