Ktokolwiek ma dzieci i
już przeżył pierwszy dzień w przedszkolu czy szkole, to ma świadomość, jaki to
jest stres, jakie obciążenie psychiczne. Zarówno dla dziecka, jak i dla
rodzica. A teraz dodać do tego jeszcze obcy kraj, inną kulturę i zwyczaje, obcy
język. Dodać do tego brak ulubionych rzeczy, tak istotnych dla dziecka –
ulubiony piórnik i inne przybory, które z racji ograniczonego bagażu zostały w
domu. Dodać do tego brak przyjaciół, znanych twarzy. I teraz zostawić to dziecko w
obcym, choć bardzo przyjaznym otoczeniu. Patrzeć na te powiększone przerażeniem
oczy, gdy zamykasz za sobą drzwi. A potem przez kilka godzin bić się z myślami –
a jak będzie się czuło samotne i pozostawione sobie? A jak nie będzie pamiętało,
gdzie toaleta i jak zapytać? A jak… nas znienawidzi za to??? Bo przecież ufa
nam bezgranicznie, a my je zostawiamy zupełnie same…..
Takie myśli przez 6h.
Więcej strachu o Syna, bo młodszy. I przychodzimy, a On roześmiany pyta co to ‘soker’
bo chłopaki wołali, żeby grać, a On nie wiedział. Ale grał i było fajnie. Nieco trudniej z Córką. Bo o co chodzi, jak tu żadnych
konkretnych lekcji, trochę matematyki, zaraz potem astronomia i Ona straci ten
rok ‘na głupoty’ i takie tam. I tłumaczymy, że tutaj bardziej uczy się poprzez
działanie, wspólne projekty. Ale chwilowo bunt. Trzeba przetrwać.
Poza tym ciągle
weryfikujemy nasze oczekiwania. W różnych najdziwniejszych sytuacjach. I jest
ich mnóstwo, na każdym kroku. Spodziewasz się czegoś skrojonego na miarę ‘kraju
z marzeń’ i boom, głową w słup. W większości przypadków.
Wczorajszy wypad na
basen. Upragniony, wyczekiwany, z nastawieniem – no tutaj to DOPIERO będzie basen.
W końcu trzecie co do wielkości miasto w NZ! No i …. tak wielkie rozczarowanie,
że do tej pory nie mogę się pozbierać. Pierwsze skojarzenie – stary,
postkomunistyczny basen z brudem i brakiem przestrzeni. Zapomnij o workach na
buty, suszarkach i innych ‘luksusach’. Prowizorka na każdym kroku. I to nie jest wyjątkowy stary basen, jaki nam
się trafił – tak ponoć wygląda większość tutaj! I oni takie mają podejście w
wielu sprawach – nie przejmują się i tyle. Nowozelandzki ‘tumiwisizm’ w pełnej
krasie. Jak myślę o Namysłowie to dopiero doceniam ten wysoki standard i
komfort. I tęsknię za nim straszliwie.
Wizyta w Pizza Hut –
jako nagroda po szkole (jedno z ulubionych ‘żywieniowych’ miejsc dzieci).
Zlokalizowaliśmy na mapie i dumni wieziemy pociechy na wielką niespodziankę.
Taaak…. To Ci dopiero była niespodzianka! Wchodzisz, jeden stolik, zimno,
ponuro, mało schludny pan za ladą, miny zrzedły nam błyskawicznie. Bo tutaj to
takie fastfoodowe jedzenie na wynos. Dzieci - ale tu nie jest jak u nas... No
nie jest. To wymyślimy inną niespodziankę. I sprawdzimy ją wcześniej sami. Nie
będziemy polegać na oczekiwaniach. A z Pizza Hut w końcu trafiliśmy do.. HELL, czyli Piekła, gdzie pizza smakowała piekielnie dobrze :-)
Ciągłe zestawianie
oczekiwań z faktycznym stanem rzeczy. Ale jak to powiedział mój mąż – nie po to
jechaliśmy pół świata, żeby było jak u nas. I coś w tym jest. Może to ‘rajskie
życie’ to przede wszystkim brak przejmowania się tym, co mało istotne? Takie
luźne życie, nawet na granicy niedbalstwa? Mniej nerwów, napięcia, stresu?
Mniej oczekiwań i w konsekwencji – mniej rozczarowań? Nie wiem…. Chętnie
poprzyglądam się różnym sytuacjom, ludziom, zweryfikuję swoje wyobrażenia, bo
bardzo chciałabym znaleźć odpowiedź. Ale basen mógłby być bardziej
cywilizowany ;-)
To straszna próba charakteru, roczny wyjazd w takiej formie - bo próbujesz odnaleźć się
w nowej, nieznanej rzeczywistości i jednocześnie czerpać z tego radość. Nie dać się złamać najprostszym rzeczom... Do tego dzieci. Myślę, że po tym doświadczeniu już niewiele mnie złamie.
w nowej, nieznanej rzeczywistości i jednocześnie czerpać z tego radość. Nie dać się złamać najprostszym rzeczom... Do tego dzieci. Myślę, że po tym doświadczeniu już niewiele mnie złamie.
| W drodze do szkoły - dzień pierwszy! |
![]() |
| Przed sekretariatem |
![]() |
| 'Klasa' Filipka |
![]() |
| A to poranna niespodzianka! Dodatkowa atrakcja z okien domu Billa - do wspaniałej panoramy miasta dołączyły majestatyczne góry, do tej pory ukryte. Jakby i tak było mało :P |



Rzeczywiście minki Fiorków nieszczególne, ale jak już przeżyły w miarę bezboleśnie ten pierwszy dzień to teraz już tylko lepiej będzie. A jeśli chodzi o widok z oknem to ........ chyba mogłabym polubić wczesne wstawanie, żeby taki mieć. Iwona
OdpowiedzUsuńNa pocieszenie,może nie w poniedziałek,ake we wtorek nasze dzieci będą miały podobne humorki w związku z powakacyjnym powrotem do szkoły, bo wakacje za krótkie.pozdrawiamy Stany.
OdpowiedzUsuńDziękujemy Stanom i życzymy bezbolesnych pobudek od poniedziałku :-)
UsuńPozdrawiam serdecznie, szczególnie Matyldę, i proszę o uśmiech - jeszcze dziewczyna do tego wszystkiego zatęskni;) Chętnie się zamienię z nią miejscami ;) Monika Kozub ze szkolnej czwórkowej biblioteki:)
OdpowiedzUsuńPani Moniko, Matylda biegała po całej szkole w ostatni dzień szukając Pani i chcąc podziękować... Tęskni... za biblioteką :-) Pozdrawiamy serdecznie.
UsuńMiło mi to czytać:) A ten ostatni dzień szkoły jest zawsze taki szalony, niestety.
Usuń