Nie można tak głupio, zachłannie, dziecięco naiwnie
oczekiwać, że wszyscy zatrzymają się w pół kroku, porzucą swoje sprawy i
zaczekają przez rok. Że nie będą się cieszyć sobą nawzajem. Że nie ominie mnie
nic wyjątkowego. Że wrócę do momentu, w jakim wszystko zostawiłam…
Nie można mieć tak infantylnych, bezpodstawnych oczekiwań. A
jednak chwilami znienacka wyskakują z umysłu jak niechciany grzech na spowiedzi…
Bo będzie tak – niektórzy odczują twój brak, może nawet intensywnie,
przez kilka dni, ale potem wszystko wróci na swoje tory. Będą się śmiać,
spotykać, cieszyć, rozmawiać, żartować, dzielić fajne i nie tylko momenty. Będą
żyć po prostu. I tak ma być.
Proszę więc wybaczyć te zaborcze, idiotyczne oczekiwania.
Emocje na granicy wrzenia, umysł wariuje z nadmiaru sprzecznych komunikatów:
chcę jechać/ nie chcę; będzie super/ będzie ciężko; damy radę/ nie damy... W
obliczu niewiadomego, ryzykownego jutra próbuje uczepić się czegoś stałego,
bezpiecznego, przewidywalnego. I takie płata mi figle…
Proszę mi wybaczyć..
Do odlotu 12 dni.
Do odlotu 12 dni.
Ja wybieram ciastko (jak w Once Upon a Time in America...)
OdpowiedzUsuń