Z niezgodą na mentalną stabilizację. Na zastygnięcie w życiu. Na przyzwolenie, by życie biegło gdzieś obok, poza nami.
Lgnę do nich jak ćma do światła. Ocieram się o ich życie lub opowieści jak kot o nogi. Napędzam się ich energią i nabieram odwagi, by zostawić to, co uwiera. Co wygodne i znane. Zaczynam wierzyć, że ja też mogę, też potrafię. Patrzeć dalej, chcieć więcej, sięgać po niemożliwe.
I za każdym razem cieszę się, że ich nie ominęłam. Że nie przeszli niepostrzeżenie gdzieś obok. Że podzielili się swoją pasją. Że pozwolili przez chwilę zachłysnąć się swoim światem.
Jakie to szczęście!
Do odlotu 18 dni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz