![]() |
| Ostatnie poranne mycie zębów na Wyspie Południowej ;-) |
![]() |
| I już na promie |
![]() |
| Zostawiamy w tyle Wyspę Południową i 8 miesięcy naszego życia... |
![]() |
| Dopływamy do Wellington |
![]() |
| Moje odwieczne pierwsze skojarzenie z Welly |
![]() |
| W tym domku można przeżyć symulację trzęsienia ziemi |
![]() |
| W sercu wieloryba |
| Takie smutne... lasy kiedyś a teraz... |
![]() |
| Linia brzegowa wzdłuż trasy na południowy zachód to niekończące się klify oraz czarne plaże. Pozostałości po zastygłej lawie i pyle wulkanicznym. |
![]() |
| Skały mają tu różne nazwy... i od razu pojawiają się jako atrakcje w przewodnikach. Jeśli nikt jeszcze tej nie nazwał to dla nas jest to Rekin. Zaklepane! |
![]() |
| Nocleg z takim widokiem :-) |
A potem pojechaliśmy. Przez Zapominany Świat. Tak nazywają tu kawał południowo-zachodniej wsypy, którą reszta kraju zdaje się, wymazała z pamięci. 200-kilometrowa kręta droga ( przez kilkanaście km nawet szutrowa) wiedzie przez surowe, opustoszałe tereny, na których tylko bydło i owce. Tysiące owiec. W samym środku tej ‘Autostrady przez Zapomniany Świat’ leży wioseczka Whangamomona (zresztą jedyne miejsce, gdzie można kupić kawę na całej trasie ;-), specyficzna o tyle, że w 1989r. mieszkańcy zbuntowali się i ogłosili się niezależną Republiką z własnymi wyborami na prezydenta. W hotelu-kafejce mnóstwo zdjęć pierwszych osadników i gorzkich informacji o tym, jak bardzo państwo zachęcało ludzi do kupna ziemi na tych terenach, a potem, gdy zainwestowali wszystkie oszczędności licząc na lepsze życie, odcięło kolej i ogólnie wypięło się na ten zapomniany przez ludzi i Boga kawałek raju. Dziwna ta droga, dziwny ten fragment Nowej Zelandii… zupełnie inny od reszty kraju.
![]() |
| Póki co Wyspa Północna to głównie wzgórza, pagórki i setki, tysiące owiec i bydła |
A teraz już koczujemy w pobliżu tercetu trzech gigantów – Tongariro, Ngauruhoe i Ruapehu, czyli trzech najbardziej znanych aktywnych wulkanów NZ. Przed nami Tongariro Alpine Crossing, czyli 19,5- kilometrowy szlak przez Śródziemie ;-) Określany jest jako najbardziej malowniczy jednodniowy trekking w Nowej Zelandii, więc już nam się pyski szczerzą :-) Dzieciom naładowaliśmy akumulatory opowieściami o bajecznych widokach na szlaku, o wyprawie do Mordoru, o tym, że jeśli Frodo dał radę, to one nie dadzą?! No musi się udać, niech tylko pogoda dopisze…
Kilka dodatkowych ujęć, które może przepuści mi to marne WiFi ;-) TUTAJ






















Tyle miejsc i pięknych widoków, że aż dech zapiera. A i pagórki nie takie złe :) - też pikne :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy A.K.