Tymczasem dotarliśmy na północ Wyspy Południowej – do Parku Narodowego Abla Tasmana. Biedny Holender, choć jako pierwszy Europejczyk zobaczył Nową Zelandię w XVII w., to po potyczce z Maorysami szybko podniósł kotwicę i miano odkrywcy tego lądu przechwycił sto lat później Brytyjczyk James Cook. Abel Tasman dorobił się przynajmniej własnego parku narodowego ( i to przepięknego!), plus morze po zachodniej stronie. Jak dorzucić do tego australijską wyspę, Tasmanię, to w sumie tak źle na tym nie wyszedł. No, James Cook ma Mt Cook, więc wyżej tu nie podskoczysz, ale sprawiedliwości zadość;-)
Tyle w ramach historycznego rysu. Park Narodowy Abla Tasmana kojarzył się nam głównie ze zdjęciami złotych plaż, lagun, wapiennymi wzgórzami i niekończącymi się połaciami lasów schodzących niemal do samego morza. Przez park biegnie jeden z kilkudniowych szlaków (Great Walks). Jest o tyle wyjątkowy, że jako jedyny przebiega wzdłuż nadmorskiego wybrzeża, łącząc w sobie górskie wędrowanie oraz możliwość skorzystania z morskiej kąpieli czy odpoczynku na plaży. Nie mając już tyle czasu i możliwości na kilkudniowy trekking wybraliśmy jednodniowy odcinek tego szlaku – 12 km pieszo, a z powrotem taksówka wodna, czyli park z dwóch różnych perspektyw. Trasa przez gęste lasy porastające wzgórza, a co jakiś czas zejścia do ukrytych zatok w kształcie półksiężyca z niemalże pomarańczowo-złotym piaskiem. Momentami plaże przechodziły nagle w ściany soczyście zielonych lasów. Do tego wysepki rozrzucone wzdłuż linii brzegowej, które mogliśmy obejrzeć z wodnej taksówki. Pogoda dopisała, humory też i nawet późniejsze godzinne czekanie w punkcie serwisowym kamperów, gdy pan udawał, że zna się na usterce i umie ją naprawić (nie umiał) nie popsuło nam humorów. No może nastąpiła mała ‘zwiecha’, ale nieistotna ;-)
Goniąc darmowe WiFi, chcąc nie chcąc, lądujemy w MacDonald’s, dzieci uchachane, my przed ekranami próbujemy dobić się na chwilę do cywilizacji. W ramach wieczornej kąpieli basen w Nelson – doceniamy każdy gorący prysznic! Jutro żegnamy się z Wyspą Południową (jakoś nas trochę ściska w gardle…) i porannym promem do Wellington. To be continued…
![]() |
| Nasza 'bryka' ;-) |
| W drodze na północ zahaczyliśmy o Park Narodowy Jezior Nelson |
| I była przygoda z przeprawą przez potok |
| Początek szlaku w Parku Abla Tasmana,.. |
| ...który słynie z piaszczystych, złotych plaż |
| No to doszliśmy :-) |
| Co niektórzy skusili się na mini-kąpiel! |
| Z perspektywy taksówki wodnej |
| Gromada ciekawskich małych fok |
| Ciekawy sposób wodowania taksówek wodnych! |
Kilka dodatkowych zdjęć TUTAJ.

Fura jak się patrzy :). Jak posmakujecie to trudno będzie inaczej podróżować. Pozdrawiamy serdecznie. A.K.
OdpowiedzUsuńJak bedziecie w Tauranga dajcie znac - lewkojustyna@gmail.com to moj prywatny mail, bardzo chetnie sie z wami zapoznam. Powodzenia
OdpowiedzUsuńWitam ! Czekam na kolejny wpis i czytam ponownie Sladami Tasmana i cos nie rozumiem . Co oznacza James Cook ma "Mt Cook" . Dla Was jest to oczywiste , a dla mnie niewiadoma. Bardzo tesknimy za kolejnymi relacjami z Waszej eskapady . Pozdrawiamy i czekamy
OdpowiedzUsuńWitam ! Czekam na kolejny wpis i czytam ponownie Sladami Tasmana i cos nie rozumiem . Co oznacza James Cook ma "Mt Cook" . Dla Was jest to oczywiste , a dla mnie niewiadoma. Bardzo tesknimy za kolejnymi relacjami z Waszej eskapady . Pozdrawiamy i czekamy
OdpowiedzUsuń