No i pojechaliśmy. Przez te mieściny dziwne, które nijak się mają do tego, co dotychczas w głowie. Takie pomieszanie topornego stylu betonu i blachy falistej z misternymi zdobieniami, rzeźbionymi detalami i wyszukaną architekturą przydomowych świątyń i bram. No brama w końcu wizytówką gospodarstwa, więc czasem styl na bramie się kończył, bo dalej to już trochę Sodoma i Gomora. W odległych, prowincjonalnych wioseczkach w oczy rzucają się kilkurodzinne wspólnoty mieszkające w otoczonym murem niby-osiedlu z najważniejszym budynkiem – małą świątynią. Tadek-Kadek mówi, że Balijczycy nie są ubodzy, że w porównaniu do wielu indonezyjskich wysp im akurat wiedzie się przyzwoicie. Tyle, że wszystkie te ceremonie, uroczystości, same imprezy dotyczące kolejnych przełomowych momentów w życiu dziecka - to wszystko to ogromne wydatki. Gdy pytam, czy zamiast tego nie chcieliby więcej podróżować po świecie to patrzy zdziwiony. To jest integralna część ich życia, coś tak oczywistego, jak dla nas…. No właśnie, jak co dla nas..?
Bali to też (jeszcze) bujna, gęsta, fosforyzująca zielenią przyroda. Wysokie góry, wulkany (które rozpłynęły się gdzieś w stojącym, mlecznym powietrzu), rozległe tarasy ryżowe. To ludzie ciężko fizycznie harujący na tych malowniczych poletkach, rękoma sadzący każdą pojedynczą roślinkę. Kobiety dźwigające wielkie michy piasku, ubrane od stóp do głów, w tym ukropie... Zdjęcie pewnie wyszłoby ciekawe, ale przyzwoitość podpowiada, że to nie tak, nie wysiada się z klimatyzowanego auta, pstryka fotkę ludziom i jedzie dalej. Przynajmniej mi tak podpowiada.
![]() |
| Pola ryżowe Jatiluwih. Całe łany ryżu! |
![]() |
| A tak wygląda ryż w fazie wzrostu |
![]() |
| Ryż w kłosach. dzieci rozdłubywały, bo ciężko było im uwierzyć |
Bali to piękne wschody słońca nad Balijskim Morzem, kiedy w zanikającym półmroku nie widać jeszcze ogromu tych śmieci kołysanych przez fale wszędzie, gdzie wzrok sięga…
To ukryte wodospady. I choć widziałeś ich w życiu już tyle to i tak za każdym razem hipnotyzują. A jeśli w taki skwar możesz podejść prawie pod samą kaskadę spadającej z łoskotem wody to…. To jest to!
To także masa zwierząt. Żyjących na wolności jak te małpki, jak i specjalnie pod turystów hodowanych. Ledwo wysiedliśmy na postoju już dzieciom do rąk, już węża wokół szyi, dzieci pisk, my gryziemy się w środku moralnie. Zawsze się z czymś trzeba przegryzać…Jak z tymi safari na słoniach czy delfinami w basenie hotelowym – naczytałam się, nie chcę, dzieciom tłumaczę, że nie… a potem taki przystanek i myślę, a czym to się różni…? Zawsze bijesz się z tymi myślami.
Świątynie. Są inne niż nasze europejskie przytłaczające kościoło-gmachy. Jakieś bardziej przystępne. Ludzkie. Takie, że sam chciałbyś przysiąść na chwilę, zatrzymać się. Jedyna buddyjska świątynia na Bali to spokój, cisza, różne zakamarki, ołtarzyki ukryte w gęstej roślinności, wszechobecny zapach kadzidełek i ofiarne koszyczki, uplecione z liści bananowca z przysmakami, które intrygują Matyldę ;-) Kolejna nad jeziorem Bratan to już tłumnie odwiedzane turystyczne zagłębie. Masa ludzi, jakieś wycieczki szkolne, bary, chrupanie, mlaskanie, zdjęć pstrykanie, To egzotyczna atrakcja w postaci… rodziny Fiorów, a szczególnie tych jej członków z alabastrową skórą :P Ciągle ktoś podchodzi i chce zdjęcia z nami! Jakiś mnich przytula Filipa i koniecznie chce z nim fotkę. Wycieczka szkolna otacza Jacka i pstryk! Gdzieś tam w przestrzeni krążą gigabajty naszych zdjęć z nieznanymi nam ludźmi, dla których białas to atrakcja lepsza niż XVII wieczna świątynia ;-)
![]() |
| Świątynia na wodzie Pura Ulun Danu Bratan |
![]() |
| Znak czasów... Selfie rules |
![]() |
| Ale mieli radochę :P |
![]() |
| Jedyna na wyspie świątynia buddyjska |
![]() |
| Rusztowanie z bambusów! |
Kilka dodatkowych fotek TUTAJ.
*Tadek ma tak naprawdę na imię Kadek, ale tak nam się już przyjęło. A z tymi balijskimi imionami to w ogóle cyrk. W najliczniejszej warstwie społeczeństwa (kaście rolników, czyli ok. 85% ludzi) wszystko zależy od kolejności urodzin. I tak pierwsze dziecko będzie się nazywało Wayan lub Putu, drugie – Made lub Kadek, trzecie Nyoman, czwarte Ketut, a piąte..? Wracasz do początku kolejki :P






















Smakujecie życie... czytając odnoszę wrażenie, że każde z miejsc poznajecie wszystkimi zmysłami. Całkiem jak w "Jedz, módl się i kochaj" :)
OdpowiedzUsuńZnowu oglądam i czytam z buziakiem otwartym ;-) Fantastyczne zdjęcia. Dzieciaki bardzo odważne, Spiderman Filip z nietoperzem i "miś do zdjęć" Jack ;-)
OdpowiedzUsuńPola ryżowe, pierwsze widzę, człowiek coś je i nawet się nie zastanawia jak to powstaje. Kokos, nawet nie zdawałam sobie sprawy z jaką prędkością leci z drzewa i jak może być niebezpieczny. Człowiek się uczy całe życie. Fajnie jest, że dzieki blogowi można się zastanowić nad rzeczami niby oczywistymi, a przede wszystkim je poznać. Dziękuję :) DP Ps. Kolejne piękne zdjęcia.
OdpowiedzUsuńCieszę się :-) I też dziękuję.
OdpowiedzUsuń