Don, przyjaciel Abramsów, którego poznaliśmy niedługo po przylocie. Zabrał nas dziś z Judy na ambitny 11-kilometrowy szlak (choć twierdził, że to tylko jakieś 5km, ale chyba W LINII PROSTEJ!!!). Przez lasy, góry, łąki, zbocza, pastwiska. Nie mam pojęcia gdzie dokładnie, bo nie było żadnych nazw (tylko tabliczka, że rezerwat Packhorse), a Don, jako stuprocentowy piechur i wieloletni przewodnik, który zszedł wszystkie możliwe szlaki w NZ, ma swoje własne ścieżki. To my jak te owieczki pokornie za nim i, uczciwie przyznaję, ciężko było mu dotrzymać kroku… :P Nawet zadyszki nie miał na stromych podejściach. I UWAGA – dla przypomnienia: Don ma… 82 lata!!! Przepis na taką długowieczną kondycję? Ruszać się, być aktywnym! Taki Jego sekret ;-)
Po żwawym marszu (dzieci trochę jęczały, ale dały radę) dotarliśmy do celu. Chata udająca schronisko. Wybudowana na początku XX wieku z lokalnych pozostałości wulkanicznych. Każdy może się w niej schronić, przenocować, zatrzymać na chwilę. Warunki… hmm, bardzo podstawowe – dwa pomieszczenia z pryczami, plus jedno z paleniskiem. Toaleta i jakiś kranik na zewnątrz. I to by było na tyle ;P Nikt tego nie pilnuje. Wchodzisz jak do siebie i korzystasz. Oprócz nas w chacie kilka osób. Średnia wieku….. 50+. Tak sobie wędrują i spędzają wolny czas Kiwi, ale, jak wynika z naszych obserwacji, głównie ci starszej daty.
Jutro dziewczyny wyruszają na wieloryby. A ja z dziećmi ruszam do sprzątania domu :P
| Przedsmak tego, co nas czeka na trzydniowym szlaku już za 2 tygodnie! |
| I w drodze z powrotem |
Dla czujnych, co z troską mi piszą - ja wiem, że matryca aparatu szwankuje i chwilowo nie mam co z tym fantem począć :-( Martwią mnie plamy na zdjęciach, choć, jak niezawodna Jo stwierdziła - co się przejmujesz, to jak Twoja sygnatura ;-)
Tylko pozazdrościć Judy i Donowi takiej kondycji.
OdpowiedzUsuńtakie piękne te zdjęcia, że do tej pory nie zauważyłam żadnych plam... wpatruję się w te zdjęcia i nogami przebieram bo już w góry mi się chce....
OdpowiedzUsuńno i zawsze podziwiam dzieci za ich wytrwałość w wędrówkach... moje dziecię zawsze męczy mnie powszechnie znanym ze Szreka pytaniem: daleko jeszcze?? ;)
OdpowiedzUsuńPodziwiam i zazdroszcze ! Zaraz ruszam z moja przyjaciølka w trase. Serdecznie pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń