O takich dniach marzyliśmy po przyjeździe tutaj, gdy tylko szaro-buro-beznadziejnie. I się doczekaliśmy. To te dni, gdy czujesz, że wiele, niewyobrażalnie wiele jesteś w stanie znieść, żeby właśnie takimi chwilami móc się nacieszyć. Wiele jesteś w stanie sobie odmówić, z wielu rzeczy zrezygnować, żeby przez moment poczuć się jak w raju. Choćby tylko przez moment.
Sprzątamy, robimy zakupy, planujemy, a przede wszystkim cieszymy się i liczymy godziny (już tylko godziny!!!) do przyjazdu naszych przyjaciół :-) Mieć je tutaj przez miesiąc, wszystkie trzy, to aż nadto ;-) Nie wiem, jak je wypuścimy z powrotem, nie wiem, czy dam radę… Póki co liczę – jeszcze tylko 40 godzin i 29 minut!
Te zwizualizowane 40 godzin wyglada masakrycznie. Ale szybko zleci. Uściski od całej trójki, dziś i jutro okupującej głownie lotniska
OdpowiedzUsuńŚledzę ich lot...
OdpowiedzUsuńBogusia, jak mogłaś nie wskoczyć im do walizy??! :-(
UsuńA przeszła mi ta myśl przez głowę!!!
OdpowiedzUsuń