A co by było …
… gdyby 10 lat temu przeprowadzka do Namysłowa nie doszła do
skutku?
…gdyby po dwóch pierwszych latach tułaczki po smutnych
mieszkaniach zwyciężyło przywiązanie do tego dopieszczonego własnymi rękoma w Dzierżoniowie?
…gdyby nie powstał nasz dom (do tej pory nie wiem, jakim
cudem?!)?
…gdyby tylu ludzi, tak ważnych, niezbędnych, niezastąpionych
nie zaistniało w moim/ naszym namysłowskim życiu?
…gdyby Bill nie pojawił się w naszej szkole i nie zamęczał
nas pytaniami – jesteś szczęśliwy? A jeśli nie to dlaczego tego nie zmieniasz?
I tak przez lata, do skutku..;-)
…gdyby na tych torach szlaban otwierał się szybciej…? :P
...gdyby tamta polska zima była krótsza, a woda w basenie cieplejsza ;-)?
…gdybym nie jadła co czwartek tych pysznych naleśników w
Creperie (już nigdy później nie zjadłam gdzieś indziej naleśnika!), słuchając tej cudownej muzyki, dojrzewając do pewnych decyzji?
Gdyby…
Na ile decydujemy sami, a na ile pewne rzeczy dzieją się
poza nami? Na ile obcy pozornie człowiek może nas zainspirować i popchnąć do działań, a na ile stanie się tylko jednym z wielu przecinków w życiu? Na ile nasze wybory prowadzą nas tam, gdzie chcemy, a na ile jest to
zadziwiający zbieg okoliczności? Na ile czekać, co przyniesie życie, a na ile
brać je garściami samemu?
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Kilometry spacerów i obwąchiwania okolicy. Nabierania pewności
w terenie. Za placem budowy rozciągającym się stricte przed naszym domem różnej
wielkości zbiorniki wodne i potoczki. Z czystą wodą i mnóstwem ptactwa. Czarne
łabędzie. Kto by pomyślał…za tymi koparkami i hałdami ziemi…?
Dziś
zobaczyłam mojego ukochanego psa. On line oczywiście. Ogon nieśmiało macha,
uszy do góry. Taka szczęśliwa. I już mi lepiej, już łatwiej. Już tęsknię tylko
o kilka łez mniej.
Ludzie. Piszą, czasem słowo, czasem więcej. Czasem wystarczy
jakieś zdjęcie. Koła ratunkowe. I jak tu do takich ludzi nie wrócić?! ;-)
Dziś Kubuś na tapecie, więc kończąc:
‘– Puchatku?
– Tak Prosiaczku?
– Nic, tylko chciałem się upewnić, że jesteś’.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
A jutro, tzn. dziś już jedziemy oglądać wieloryby. Może się jakiś
łaskawie pokaże ;-)
| Caulfield Avenue - nasza ulica |
| Tu właśnie jest nasz kawałek podłogi ;-) |
| Zaraz po wyjściu z domu patrząc w lewo. Bo prosto to lepiej nie patrzeć ;-) |
| Dzieci zachwycone swoim odkryciem |
| Takie łabądki sobie właśnie pływały |
![]() |
| A to taka wzruszająca niespodzianka, która czekała na mnie dziś rano w wiadomościach :-) Dziękuję 'pozornie obcej osobie'. Ten widok to balsam dla zbolałej, stęsknionej duszy. |

Śledzimy Wasze losy w NZ.Inspirujecie nas. Pozdrawiamy serdecznie.
OdpowiedzUsuńMaciej i Ola
"Nic się nie dzieje bez przyczyny, wszystko co się dzieje, dzieje się dla naszego dobra" -moja Mama od dzieciństwa mi powtarza :)
OdpowiedzUsuńJakby te wieloryby się nie pokazaly, to mam parę zdjęć rodzinnych... tudzież w todze :) Podesłać mogę.
OdpowiedzUsuńUdanego tygodnia. Bedzie lepiej, coraz lepiej.
p.s. A szlaban naoliwimy :)