I jak tu zaplanować weekend? Spontanicznie ;-) Ze względu na zobowiązania imprezowo-towarzyskie (jak to zabrzmiało!) – vide piątkowy wieczór oraz niedzielny obiad, o którym za chwilę - zostaliśmy na miejscu. I muszę przyznać, że naszym ulubionym miejscem w Christchurch został jednogłośnie Ogród Botaniczny, połączony z wielkim parkiem. Za każdym razem, gdy tam jesteśmy coś nowego kwitnie i atakuje nasz węch. Włóczysz się ciągnącymi się kilometrami alejkami, chodzisz po tych równo wystrzyżonych trawnikach (wow, prawda???), oglądasz rodzinne pikniki Kiwi (nawet przy takiej temperaturze i przelotnych opadach)… A w przyległym parku zawsze coś ciekawego się dzieje – tym razem trafiliśmy na mecz krykieta :-)
A jak już zmarzniesz i ręce zgrabiałe upychasz po kieszeniach (choć obok dzieci na boso ganiają, a co rusz ktoś w szortach i podkoszulku :/) to możesz się rozgrzać tą ichniejszą pyszną kawą. A kawy robią naprawdę wyśmienite. Na przykład latte to w NZ nie mdława mieszanka mleka z domieszką kawy, tylko wyrazisty smak czegoś, co nie tylko kawę ma w nazwie. Ale i tak furorę robi Flat White – kawa składająca się w 1/3 z espresso oraz 2/3 mleka (mniejsza ilość spienionego mleka niż w latte wygenerowała nazwę: flat - płaski). Podobno Nowa Zelandia i Australia sprzeczają się o to, która z nich była pomysłodawcą. Ktokolwiek wymyślił – smakuje wybornie ;-)
Niedzielny obiad zaserwowaliśmy i zjedliśmy w towarzystwie Jacka szefa i jego ojca, czyli bardzo przyjemnych Irakijczyków! Isaac (Boss) jest o dekadę od nas młodszy ;-) W czasie, gdy Jacek omawiał strategię firmy ja ucięłam sobie miłą pogawędkę z seniorem i kilka niezwykłych historii usłyszałam. Pokręcone bywają życiorysy ludzkie.
Jako, że Bill gdzieś po Australii chwilowo śmiga to zajęliśmy się (na Jego prośbę, rzecz jasna :-) z przyjemnością tym wspaniałym domem, który mając kominek i …. banię z widokiem na miasto był najlepszą alternatywą dla tego kapryśnego pogodowo weekendu. A od jutra (ooops, już od dziś!) dzieci zaczynają dwutygodniowe ferie, chyba... wiosenne..?
| W Ogrodzie Botanicznym najlepiej poskakać po drzewach! |
| A że są imponujących gabarytów to bywa to wyzwaniem :-) |
| Na mnie największe wrażenie robią sekwoje |
| Jeden z rodzinnych pikników Kiwi |
| Namiastka tropikalnego lasu deszczowego. Matylda wspina się po banany. |
| Takie moje mobilne marzenie :-) Które mogę tu podziwiać na każdym kroku. |
| Dzieci w oparach. Filip oczywiście najchętniej by zanurkował. |
Świetne zdjęcia. Kwiaty pachną nawet tutaj😄
OdpowiedzUsuńHela krzyknęła "Wow! To Filip i Matylda są na tym dużym drzewie?!" A mnie medyczna refleksja naszła, że u nas piknik w "chłodniejszy" dzień by nie przeszedł. Wszyscy baliby się, że przeziębią pęcherze ;)
OdpowiedzUsuńA tu zimny pachnący wychów.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam K.D.
W ogrodzie botanicznym można łazić po drzewach? Cudnie :) p.s. Ale pogodę to moze my chyba taką samą :)
OdpowiedzUsuńMożna :-) Bez nachalnego eksplorowania, ale można :-) I to jest właśnie fajne - że oni tak ludziom ufają, że nikt nie zrobi świadomie krzywdy czy nie wyrządzi szkody...
UsuńPo prostu "luz w gaciach" :)
UsuńZdjęcia dech zapiera, te cudne kwiaty i banany można rwać z drzewa ...
OdpowiedzUsuń