Takie mi dzisiaj myśli chodzą po głowie. I nie dają spokoju.
Podgryzają sumienie i podkopują przekonanie o słuszności wyborów, jakich
dokonaliśmy. I całe szczęście, że ten syn ma w sobie taką, rzekłabym, (czasami
nieznośną) lekkość bytu. Że potrafi pogodnie przyjąć to, co mu rodzice fundują.
Taki życiowy rollercoaster dla siedmiolatka. Idzie do tej szkoły, gdzie
niewiele rozumie (mamo, jak nie wiem, co robić to patrzę, co inni robią!),
biega z chłopakami po boisku (nie wiem, jak mają na imię, mówią mi, ale ja nie
pamiętam), nosi ten żarówiasty plecaczek z logo Fly Emirates i nie marudzi!
Przychodzę dziś spóźniona chwilę i szukam Go rozbieganym wzrokiem, a On stoi zadziornie
z rękami w kieszeniach i się rozgląda (tzw. pozycja ‘na rolnika’). Patrzę
chwilę na niego, gdy jeszcze mnie nie wyłowił wzrokiem i myślę – takie zakończenie
I klasy, jakie Mu zgotujemy w Polsce, to nikt nie będzie miał ;-)
A uczucie, gdy się już miało ugruntowaną pozycję w szkole, już sobie wypracowałeś szacunek i uznanie nauczycieli i nagle spadasz na poziom zero? Nikt cię nie zna, nie ma pojęcia o twoich umiejętnościach, a ty nie masz za bardzo możliwości, żeby się wykazać? To przeżywa nasza córka. Nasza kochana córka, która – gdy z przyklejonym czołem do szyby szukam ją wśród tłumu w sali – odwraca się i z szelmowskim uśmiechem wzrusza ramionami do mnie – coś tam Pani gada, ale ja nie rozumiem i tak sobie tu tylko stoję. Potem się jeszcze nasłucham, że bez sensu i w ogóle strata czasu, więc wracam co i rusz myślami do tego jej filuternego uśmiechu i tylko wzdycham.
Mąż z 'roboty' wrócił. Żywy i cały. Zestresowany nieco, bo 'Filipino obok tak zap....(proszę wybaczyć, ale to cytat), że ino kafelki śmigały'. Dał radę. Jeszcze Go nie zwolnili ;-) Co daje nadzieję. Czego to człowiek nie jest w stanie zrobić dla swoich (naszych) marzeń :-)
Dziś tylko dzieci w obiektywie, jeden ze spacerów.
A uczucie, gdy się już miało ugruntowaną pozycję w szkole, już sobie wypracowałeś szacunek i uznanie nauczycieli i nagle spadasz na poziom zero? Nikt cię nie zna, nie ma pojęcia o twoich umiejętnościach, a ty nie masz za bardzo możliwości, żeby się wykazać? To przeżywa nasza córka. Nasza kochana córka, która – gdy z przyklejonym czołem do szyby szukam ją wśród tłumu w sali – odwraca się i z szelmowskim uśmiechem wzrusza ramionami do mnie – coś tam Pani gada, ale ja nie rozumiem i tak sobie tu tylko stoję. Potem się jeszcze nasłucham, że bez sensu i w ogóle strata czasu, więc wracam co i rusz myślami do tego jej filuternego uśmiechu i tylko wzdycham.
Mąż z 'roboty' wrócił. Żywy i cały. Zestresowany nieco, bo 'Filipino obok tak zap....(proszę wybaczyć, ale to cytat), że ino kafelki śmigały'. Dał radę. Jeszcze Go nie zwolnili ;-) Co daje nadzieję. Czego to człowiek nie jest w stanie zrobić dla swoich (naszych) marzeń :-)
Dziś tylko dzieci w obiektywie, jeden ze spacerów.
![]() |
| Pozycja 'na filozofa' |


Mąż z" roboty" wrócił - wyobrażam sobie kwiecistą relację Jacka po pierwszym dniu pracy :-) A dzieciaczki są bardzo dzielne i moc uścisków dla nich. Iwona
OdpowiedzUsuńBrawo Jacek....
OdpowiedzUsuńMarto, ale pomyśl co będzie się działo za rok, gdy Filip i Matylda wrócą do polskiej szkoły :) Będą TYMI co mieszkali ROK w NOWEJ ZELANDII! Aż się boje myśleć ;)- te tłumy dzieciaków po ich autografy :) A o Jacka to się nie martwimy-to było oczywiste, że z uśmiechem na ustach będzie układał te kafelki! A Ty, znajdź swój hamak na wyspie i pisz pisz pisz :)
OdpowiedzUsuńMatyś, Fitu - wielkie uściski dla Was. I pamiętajcie - dacie radę.
OdpowiedzUsuńJacek - pierwsze kafle z czapki, teraz już tylko zaczniesz rywalizować w czasówce ;-)
I jak zwykle buziak dla Autorki
Jestem pod wrażeniem z jaką dojrzałością i pokorą przyjmują co nowe. Kochane macie dzieci. A Jacek niech się nie martwi: jak nie będzie najszybszy to z pewnością będzie najbardziej lubiany a wtedy to już luzik. Buziaki dla Was wszystkich. Duczek
OdpowiedzUsuńoj tam oj tam - Jack się dopiero rozkręca - on jeszcze pokaże innym, jak się kafelkami żongluje;) ściskam mocno !
OdpowiedzUsuńW ramach rekompensaty dla Filipa - był dzisiaj oficjalnie witany w gronie uczniów klasy I SP nr 5 :) czyli to tak jakby był tu na miejscu. Pzdr gorąco DB
OdpowiedzUsuńDzieci się najszybciej asymilują, mam to za sobą w Anglii. Też się bałam, że córka (idąca do 6 klasy, ani słowa po angielsku) sobie nie da rady, a tu proszę :). Po 2 latach nowa nauczycielka od angielskiego myślała, że córa jest Angielką :).
OdpowiedzUsuńBardzo pocieszające, dziękuję :-)
Usuń