Już wiem! Już to zrozumiałam! Tajną bronią Nowozelandczyków
jest ich mega uprzejmość :P To słodkie do bólu, lukrowane ‘Howareya, darling?’
Taka sytuacja ;-) Autobusy nigdy nie są na czas. I jak już dotoczy się to
metalowe bydlę po pół godzinie czekania to otwierają się drzwi i ty masz ochotę
tylko wylać żółć, ale miła pani patrzy zza kierownicy z tym rozbrajającym uśmiechem i przeprasza. I słodzi ci ‘darling, sweetheart’ i takie tam. I
odruchowo też się uśmiechasz. Tak to działa ;-) A każdy pasażer wysiadając
dziękuje kierowcy. I miłego dnia życzy. No miło! I jak tu się wkurzać na takich
uchachanych Kiwi?
Jeździć po lewej stronie nie jest tak ciężko. Po pokonaniu
odruchów mieszania wycieraczek z kierunkowskazami, szukania biegów na drzwiach,
wjeżdżania na rondo pod prąd zaczynasz powoli wsiąkać. Ale ruch lewostronny na
basenie?! No nieeee….!
Pisałam kiedyś, że dom można w całości przenieść - no można!
I o tym, że tylko '100% Kiwi owned and operated' też pisałam. Ale czasem jak, czytam takie tablice jak poniżej, to coś w tym jest... Choć w sumie ta akurat nie wyklucza lokalnego biznesu w ręku nie-Kiwi, prawda? Więc uznajmy, że chodzi tylko o wspieranie 'po sąsiedzku', dyplomatycznie przemilczawszy nacjonalistyczne zapędy Kiwi :P
Pisałam kiedyś, że dom można w całości przenieść - no można!
![]() |
| Żr. Rebuild ChCh |
I o tym, że tylko '100% Kiwi owned and operated' też pisałam. Ale czasem jak, czytam takie tablice jak poniżej, to coś w tym jest... Choć w sumie ta akurat nie wyklucza lokalnego biznesu w ręku nie-Kiwi, prawda? Więc uznajmy, że chodzi tylko o wspieranie 'po sąsiedzku', dyplomatycznie przemilczawszy nacjonalistyczne zapędy Kiwi :P
Każdy wydaje się mieć tu psa. Albo – w przeliczeniu na ilość
mieszkańców – wydaje się, że czworonogów jest tu proporcjonalnie tyle samo. W
drodze na basen zawsze mijaliśmy to miejsce. A że dzieci (i nie tylko) już za
psem naszym tęsknią i tulą każde kudłate (co psem nie zawsze okazuje się być)
to wpadliśmy niby to przypadkiem, niby nawołując własnego ;-) Takie przyjemne
miłe miejsce wydzielone dla psów i właścicieli. Żeby się zintegrować - a ja
nieraz idę z psiną w Polsce z nadzieją, że pohasa z innym czworonogiem i mijam biedne struchlałe Panie z psinkami na ręku,
bo jeszcze czarna moja bestia, nie daj Boże, kłapnie zębiskami – a ta bestia
przeważnie bardziej przerażona niż miniaturki Yorki :P Żeby psiaki razem
pobiegały/wytarzały się/ wykąpały. A potem różne zajęcia, szkółki dla psów,
takie tam. Fajne miejsce. Dzieci też nam się wytarzały ;-)
Ciekawe, jak jedna usługa może być różnie ceniona w różnych
miejscach… Nie mówię tu o jakichś rozsądnych widełkach i zrozumiałym poziomie tolerancji,
ale o przepaści rzędu kilkudziesięciu dolarów! Fryzjer w NZ to dla nas wciąż
nie zbadana tajemnica. I tak od kilku miesięcy chodzimy wystrzyżeni jak kurczaki, bo sami sobie próbujemy nieudolnie wygląd podreperować, czasem
już nie mając wyjścia i do fryzjera zaglądawszy ;-) Już nie mogę doczekać się
mojej Pani Klaudii, już chcę się oddać w znane, bezpieczne, fachowe ręce :-)
Od zawsze chodzi mi po głowie i zawsze zapominam zapytać –
mówi się NA czy W Nowej Zelandii? Jeśli traktować jako wyspę to chyba NA
WYSPIE? Ale w kraju to chyba W NZ? Tak mnie to dręczyło od jakiegoś
czasu.
Powoli 'wyprzedajemy dobytek'. Czyli stary stolik kupiony przy okazji, czy dziecięce rowerki. I od razu w głowach wątpliwości - czy to warte tej ceny, czy nie za dużo, czy w ogóle wystawiać na sprzedaż..? A potem zaraz przypominamy sobie, jak na początku chcieliśmy kupić rowery.... Na NZ allegro (czyli 'trade me' w ich wydaniu) wyszukaliśmy taki, wydawałoby się fajny. I jechało się te kilkanaście kilometrów (bo miasto przecież rozlane) i co się okazuje? Że nieco zardzewiały. Że taki jakiś... antyczny relikt?! Kiwi ramionkami wzruszył, no jeździ panie przecież :P Jak jeździ, jak tu opona dziurawa?! - Jacek już, delikatnie mówiąc, nieco był się zdenerwował. Ooo, dziurawa...?! Żeby chociaż rumieńcem spłonął.. To bierzesz pan, czy nie?!
A my się zastanawiamy, bo lekko zarysowany z boku...
No i idzie ta jesień. I nie ma co zaprzeczać ani focha strzelać. Idzie i już. A do Ogrodu Botanicznego już dotarła.
Powoli 'wyprzedajemy dobytek'. Czyli stary stolik kupiony przy okazji, czy dziecięce rowerki. I od razu w głowach wątpliwości - czy to warte tej ceny, czy nie za dużo, czy w ogóle wystawiać na sprzedaż..? A potem zaraz przypominamy sobie, jak na początku chcieliśmy kupić rowery.... Na NZ allegro (czyli 'trade me' w ich wydaniu) wyszukaliśmy taki, wydawałoby się fajny. I jechało się te kilkanaście kilometrów (bo miasto przecież rozlane) i co się okazuje? Że nieco zardzewiały. Że taki jakiś... antyczny relikt?! Kiwi ramionkami wzruszył, no jeździ panie przecież :P Jak jeździ, jak tu opona dziurawa?! - Jacek już, delikatnie mówiąc, nieco był się zdenerwował. Ooo, dziurawa...?! Żeby chociaż rumieńcem spłonął.. To bierzesz pan, czy nie?!
A my się zastanawiamy, bo lekko zarysowany z boku...
No i idzie ta jesień. I nie ma co zaprzeczać ani focha strzelać. Idzie i już. A do Ogrodu Botanicznego już dotarła.
| Czekamy, kiedy olbrzym zacznie gubić liście... |






I o to chodzi ... luz językowy, klawiatura coraz lepiej dopasowuje się do palców, cudownie się czytało :-)
OdpowiedzUsuńTak działa nowozelandzkie wino ;-) No cóż, poświęcę się i będę więcej pić :P
UsuńA swoją drogą, to coraz większy dystans do wszystkiego ;-)