Christchurch jest inne. Ono boli. Na każdym kroku przypomina o tym, co wydarzyło się dokładnie cztery lata temu. Włóczyliśmy się dziś godzinami po ulicach, próbując znaleźć różnice między tym, co zastaliśmy pół roku temu, a obecnym stanem. Zmiany są, ale to wylizywanie się z ran jest długotrwałym, mozolnym wysiłkiem. Tak wiele jest jeszcze do zrobienia. Dziś mniejsze i większe gesty pamięci. Kwiaty w drogowych pachołkach i rzucane do rzeki Avon przy akompaniamencie szkockich dud. Kartki wieszane na drzewach. Uroczystości. Nowe murale (w ramach Festiwalu Sztuki Ulicznej) rozświetlające najbardziej opustoszałe, najsmutniejsze zakamarki centrum.
| Nad rzeką Avon |
| Zadziwiające, jak można wykorzystać różne materiały i nadać specyficzny charakter, wydawałoby się, beznadziejnemu miejscu... |
| Wyszukiwanie nowych murali to wyzwanie dla dzieci |
Byłoby zupełnie inaczej. Ale mieszkamy tutaj. Przyzwyczailiśmy się już do wiecznych pomarańczowych oznaczeń robót, objazdów, remontów, placów budów. Od pół roku obserwujemy, jak życie toczy się swoim torem, bez żalu, dlaczego my, dlaczego nas, dlaczego tutaj. Przez 2 lata od tragicznej daty, Christchurch doświadczyło ponad 7500 wstrząsów wtórnych (niektóre źródła mówią nawet o liczbie przewyższającej 11 tysięcy). Czy możemy sobie w ogóle wyobrazić, co czuli mieszkańcy za każdym razem, gdy ziemia ponownie się kołysała?!
Zaledwie kilkanaście sekund, a centrum miasta praktycznie znikło z powierzchni ziemi.
To uczy pokory. Daje inną perspektywę. Gdy patrzymy na to miasto wdrapując się na wzgórza, gdy widzimy całe piękno jego lokalizacji – pomiędzy oceanem a majestatycznymi górami to przez chwilę zapominamy, że ceną za tę szczodrość natury jest wieczny lęk, niepokój. O to, co może zdarzyć się w każdej chwili. Nieprzewidywalna kpina żywiołów, która w kilka sekund potrafi obrócić całe twoje życie w mało śmieszny żart :-( Nie da się bezkarnie żyć w raju. Przyglądając się bacznie Christchurch od ponad pół roku zaczynam to w końcu rozumieć.
‘The grass is always greener on the other side.’ W wolnym tłumaczeniu oznacza nasze polskie: ‘Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma’ czy ‘Cudze chwalicie, swojego nie znacie’. Zrozumieć sens tych słów, ich ironiczną wymowę i zachować tę świadomość... To chyba najważniejsze zadanie domowe, jakie tu odrobiłam.

Brak sløw bo nie takich ktøre by oddaly co czujemy. Podziwiamy Was za odwage jaka sie wykazaliscie . Trzymamy kciuki. Kochamy Was.
OdpowiedzUsuńOdwagi...? Czy braku świadomości? :P Myślę, że wszystkiego po trochu.
UsuńWspaniale są te murale.
OdpowiedzUsuńJa też je uwielbiam. Wyszukiwanie nowych to prawie jak nałóg ;-)
UsuńRefleksja ma dzisiejsza- wprawdzie kiedyś życzyłem Wam, "cobyście" (jak się to pisze? he,he) tu nie wracali, przecież tam na pewno jest lepiej, dopingowałem dzielnie, ale teraz zmieniłem zdanie- jednak wracajcie , bo mało tu w N takich ludzi jak Wy, oj mało. Pozdro
OdpowiedzUsuńW Namysłowie mieszka wiele fajnych ludzi, rodzin... proszę się rozejrzeć :-)
UsuńAle my tęsknimy właśnie za Wami!
UsuńI nie przejmuj się proszę tak złośliwymi wpisami...nie warto!
Buziaki ♥♥♥
Pani Marto...... "bez żalu, dlaczego my, dlaczego nas, dlaczego tutaj".Takie pytania zadawali sobie ludzie zeslani na Syberie.Moja rada: PROSZE POSZUKAC SOBIE PRACY.Jest Pani matka i zona i to Pani powinna byc sila ,wsparciem i radoscia, gdy dzieci z mezem wracaja do domu.Powodzenia.
OdpowiedzUsuńTe słowa odnosiły się do MIESZKAŃCÓW Christchurch, nie do NAS...
UsuńA reszta... sporo pracuję, choć w zaciszu domu i mniej spektakularnie, bo nie było zwyczajnie innej możliwości tutaj... Szkoda, że taki jest tego odbiór...
Pani Marto... jak to mówią "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia"... I nikt kto nie znalazł się w podobnej sytuacji nie ma prawa do udzielania tego typu rad... Proszę się nie przejmować! A my tu wiemy, co Pani robi również dla naszych namysłowskich dzieciaków i doceniamy tym bardziej biorąc pod uwagę odległość... Pozdrawiam :-)
UsuńM.
Eh, jak to ludzie nie czytają ze zrozumieniem...
OdpowiedzUsuńjaki był w ogóle cel tego wpisu? zazdrość? zawiść?
Usuńnie rozumiem takich ludzi
Bez zrozumienia, bez znajomości rzeczywistości, pisząc pewnie z perspektywy własnego, bezpiecznego świata, nigdy niczego nie ryzykując....
OdpowiedzUsuńCzasem piszę nako anonimowy, przestaję od dziś. Nie ma sensu brać sobie do serca takich bezmyślnych wpisów, jak ten o znalezieniu sobie pracy. Ale ten anonim musi być nieszczęśliwy....
OdpowiedzUsuńA ja Was podziwiam, każdego dnia ! Podziwiam też Nowozelandczyków, bardzo, wiem, że wiele krajów jest takich gdzie jest dobrze, gdzie jest miło, gdzie jest nowoczesność, inny świat. Jednak...w wielu dyskusjach, od dnia Waszego wyjazdu każdemu polecam Nową Zelandię, chociażby jako ciekawostkę do poczytania, ale nie to jest najważniejsze, na mój wielki podziw zasługują ze względu na ich życie. Za każdą chwilę spędzaną na powietrzu, za to, że ze zwykłych murali ich świat jest weselszy. Tu w Polsce na każdym kroku słychać narzekanie, a, że źle, a, że brak kasy, a, że zdrowie nie dopisuje. Ale czy tak musi być ? Przecież to tylko zależy od nas. A oni mimo wielkiej tragedii korzystają z życia, bo przecież o to chodzi ! Pozdrawiam Pani Marto. Dorota P.
OdpowiedzUsuńDzięki Marta za ten wpis, jeden z lepszych jakie zamieściłaś (oprócz oczywiście tych z naszym udziałem ;-)
OdpowiedzUsuń