Suchy, gorący, porywisty wiatr wgryza się wszędzie. Nie możesz zamknąć się na cztery spusty w domu, bo żar nagrzewa tę puszkę niemiłosiernie. Okna otwarte i, zważywszy na fakt, iż mieszkamy dosłownie pośrodku placu budowy, każdy przedmiot pokrywa się pyłem i piaskiem. Czego nie dotkniesz, na palcach zostaje ci brud. Bezsilność. Przeczekać…
| Wczorajsza apokalipsa :-( |
Z powodu wiatrów Christchurch ma ponoć najwięcej w Nowej Zelandii ludzi psychicznie niezrównoważonych. A z bardziej pozytywnych ciekawostek - lotnisko w Christchurch ma dwa prostopadłe do siebie pasy startowe: podstawowy, który umożliwia starty przy wiatrach północno-wschodnich i południowo-zachodnich i drugi, który umożliwia starty w czasie, gdy wieje Nor'wester. Gdy czekaliśmy przy pasach na odlot samolotu dziewczyn, z auta zaparkowanego na poboczu wysiadła babuleńka i poinstruowała nas, gdzie się ustawić, żeby dobrze widzieć. Lokalni amatorzy startów i lądowań doskonale wiedzą, skąd wieje i jaki jest ruch samolotów.
Drugi dzień szkoły za nami. Rano jest siłowanie się z oporem, nastrojami, przytaczanie argumentów (dlaczego warto) do znudzenia. Gdy odbieram dziatwę o 15.00 to słyszę – już?! Tak szybko minęło… Yhm….
Jutro ruszamy w dół wyspy, wzdłuż wschodniego wybrzeża. Naszym celem jest najbardziej na południe wysunięte duże (mając na myśli gabaryty w skali NZ) miasto, Dunedin oraz Półwysep Otago. Tym razem planów niewiele. Zobaczymy, gdzie nas poniesie. Byle przed siebie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz