O winach miało być i jest. Nie będę udawać tu konesera i znawcy, daleko mi do nich. Ale wino lubię. Trochę poczytałam, trochę poszperałam, wypiłam już nieco, więc jakieś podstawy są. Z lampką rześkiego Sauvignon Blanc obok mogę podzielić się swoją szczątkową wiedzą ;-)
Wina dostępne są tutaj wszędzie - szeroką ofertą alkoholi poszczyci się każdy market, choć te mocniejsze trunki dostępne są tylko w sklepach alkoholowych. Co ciekawe, podobnie jak w Mc Donald’s, większość tych sklepów jest w stylu ‘drive thru’ – podjeżdżasz pod same drzwi, wskakujesz i pakujesz, czego dusza zapragnie. Z przyczyn oczywistych wina pijemy raczej z dolnej półki :P Choć będąc z dziewczynami w drodze do Queenstown zatrzymaliśmy się w winiarni na odludziu (już wcześniej wpadła Jackowi w oko) i pokosztowaliśmy droższych smaków, udając (co niektórzy), że yhm… taaaak, ten szczep, yhm… ;-) Po darmowej degustacji wypada nabyć chociaż butelczynę najtańszego z kolekcji, jakoś tak nie pasuje wyjść z pustymi rękoma. Wybraliśmy czerwone i białe (i to powinno dać obraz tego, na jakim poziomie jest moja wiedza w tym temacie!), a dopiero przy kasie zatrzęsła się ręka, gdy cena wyszła na jaw. Cokolwiek by nie mówić, delektując się tymże winem wieczorem przed trzydniową wyprawą czuliśmy wykwintne smaki na podniebieniach :-) Zaletą nowozelandzkiego wina, niezależnie od ceny, jest zakrętka zamiast korka, dzięki czemu nie trzeba taszczyć ze sobą korkociągu, co znacznie ułatwia życie w takich sytuacjach.
| Jeszcze z dziewczynami... |
| Ania zawsze prawdę powie ;-) A jak nie powie... to i tak widać! |
| To ten wstrząsający moment prawdy! Cena wyszła na jaw :P |
Z ciekawostek mniej lub bardziej interesujących:
- produkcja win nowozelandzkich rozciąga się praktycznie w całej szerokości geograficznej kraju (regiony winiarskie rozpostarte są na przestrzeni około 1600km), w związku z czym produkowane alkohole są wytwarzane w różnych warunkach, z rosnących w zróżnicowanym klimacie owoców. Dlatego właśnie każdy koneser wina może tu znaleźć coś dla siebie.
- ogólnie rzecz ujmując, można powiedzieć, że wina czerwone wypadają lepiej na Wyspie Północnej, a białe - na Południowej (panuje tu nieco chłodniejszy klimat).
- to tutaj znajdują się winnice, które są wysunięte najdalej na południe na całym świecie.
- obowiązuje tu zasada 85%, to znaczy że wino z podanym na etykiecie rocznikiem, regionem i szczepem przynajmniej w 85% pochodzi z podanego na butelce rocznika, regionu i szczepu.
Tyle w temacie win. Liczę, że kierując się na północ wyspy, czyli w kierunku Malborough uznawanego za najważniejszy i najbardziej prestiżowy okręg winiarski NZ (tutaj znajduje się ponad 40% winnic całego kraju), będziemy mieli jeszcze okazję do niejednej degustacji ;-)
A tymczasem kilka ciepłych winnych wspomnień...
| Tu na pierwszym planie nasza... Żubrówka! Prezent dla Billa |
Oj wina chętnie byśmy się z Wami napili... :)
OdpowiedzUsuńJuż niebawem :-)
Usuń