Jesteśmy tutaj, więc próbujemy ten czas przetrwać po ichniejszemu. A co robią Kiwi? Większość z nich rusza na łono natury. Pakują całe rodziny, namioty, wędki i w teren. Mijaliśmy dziś mnóstwo miejsc udających pola kempingowe, zapchanych po ostatni metr. Namioty, przyczepy, grille, łowienie ryb – to ich styl. Chciałam dopytać Judy i Billa, ale ich też nie ma. Od razu ruszyli na Zachodnie Wybrzeże. Miasto pustoszeje, Kiwi świętują i reperują nadszarpnięte nerwy. A powód do rozpaczy spory, gdyż tydzień temu przegrali w finale Mistrzostw Świata w krykiecie. II miejsce to nie taki dramat, o ile I nie zajęła… Australia!!! I w tym największy problem!
Dzieci w NZ rozpoczęły jedną z wielu dwutygodniowych przerw od nauki, więc sporo rodzin ruszyło pewnie na kolejny urlop. Odnosimy wrażenie, że tak tutaj toczy się życie – od urlopu do urlopu. Skoro naliczyliśmy, że dzieci w ciągu jednego roku szkolnego mają ponad 16 tygodni wolnego (łącznie z wakacjami), a z tego, co słyszymy to gros z nich wyjeżdża w tym czasie z rodzicami, to i czas urlopowy nie może być tutaj takim towarem deficytowym. To od zawsze podkreśla Judy – dla Kiwi liczy się wolny czas, wyjazd z rodziną, a nie nadgodziny i dodatkowy zarobek. Nikt nie pracuje tu więcej, niż musi. A Jacek tylko uśmiecha się z przekąsem – nikt, tylko wszyscy imigranci! Sobota nie sobota, Azjaci stukają nam na budowie pod oknami, jakby chcieli 150% normy wyrobić :P
W każdym bądź razie my też ruszyliśmy przed siebie. Żeby tylko nie siedzieć w czterech ścianach. Kaikoura – jedno z pierwszych miejsc, jakie tu odwiedziliśmy (wówczas oglądaliśmy wieloryba). Oddalona od ChCh o ok. 180km, Kaikoura ma jedną z najpiękniejszych lokalizacji i – jak dla mnie – jest to miejsce idealne. Położona nad samym oceanem jest jednocześnie otoczona pasmem gór Kairkoura Rangers. Wyobraźcie sobie – masz ochotę na wspinaczkę to wybierasz jakiś dwutysięcznik, masz ochotę na surfing to chlup do oceanu. Czego chcieć więcej? ;-) Do tego góry stanowią naturalną barierę ochronną i jest to również jedno z najbardziej nasłonecznionych miejsc na Wyspie Południowej.
My tym razem wybraliśmy się na długi spacer po Półwyspie Kaikoura. I dziś opowieść fotoreportażowa :-) Najpierw rzut okiem na Półwysep z lotu ptaka - jest naprawdę nieziemsko piękny!
![]() |
| Źr.: http://photography.nationalgeographic.com/ |
| Zaraz po wyjściu z auta ;-) |
| Najpierw górą, z powrotem doliną |
| Wracamy już dołem i nadziwić się nie możemy różnorodnościom formacji skalnych, poszarpanej linii wybrzeża... |
| Momentami trudno je odróżnić od podłoża... |
| Tak, już zrozumieliśmy, jesteśmy za blisko :P |
| Po przygodzie w Dunedin trzymamy się na bezpieczną odległość i podziwiamy z daleka ;-) |
| Niemniej jednak na trasie szlaku są tak wąskie przesmyki, a uchatki wywalają się centralnie na środku! Nasz Mojżesz z kijaszkiem dzielnie nas jednak przeprowadził przez wszelkie opresje ;-) |
| Tak od niechcenia jeszcze rzucane marsowe spojrzenie. Na wszelki wypadek! |
| Znowu?! Tutaj nie było wyjścia - do biegu, gotowi, start!!! |
| Ale widoki potem bajeczne... |
| Uchatkami skały usiane jak łąki krowimi plackami |
| Urwiskami obchodzimy co niektóre miejsca zbyt zatłoczone uchatkami ;-) |
| Tutaj naliczyliśmy ponad 40 sztuk! Filip stwierdził, że on już się wystarczająco 'nafoczył' i już nie chce ;-) |
| Pod sam koniec szlaku przypływ odciął nam drogę i trzeba było szturmem zdobyć górkę ;-) |
| W drodze do domu |
Jutro, czy raczej już dziś, dzieci będą szukać jajek w ogrodzie Duńczyków (w naszym 2x2m byłoby to cokolwiek... nudne?! ;-), a potem przytulimy się do jakiegoś kościoła choć na chwilę, nie zważając na wyznanie czy upodobania. Wam wszystkim życzymy dużo spokoju i ciepła - przynajmniej tego w środku :-)
Kilka ujęć więcej dla dziadków i niektórych bardziej stęsknionych ;-)

Jeszcze się nie zdarzyło, żeby nie powalił mnie urok miejsc jakie oglądacie ale też zdjęć które nam to ukazują. Cudne jedne i drugie. Ślemy Wam Wielkanocne życzenia, pozdrowienia i moc uścisków :) A.K.
OdpowiedzUsuń