Gdybym miała określić Pawła jednym słowem byłoby to – autentyczny. W tym co robi i jak to robi. Po zwiedzeniu sporej części świata mógłby chwalić się na prawo i lewo, mógłby zasypać swój profil setkami zdjęć. A On zazwyczaj zapomina, że w ogóle można zdjęcie zrobić (takiej beztroski to Mu akurat trochę zazdroszczę ;-) Lubię ludzi, którzy potrafią cieszyć się miejscami taką dziecięcą autentyczną radością. Bez niepotrzebnego spinania się, bez szczegółowych planów, bez poczucia, że jeśli ja tu wszystkiego nie ogarnę to w ogóle bez sensu ta podróż… Bez tego wszystkiego, co czasem muszę mozolnie, choć z coraz lepszym skutkiem w sobie zwalczać. Lubię ludzi, którzy lubią to, co robią. Z tysiącem przedziwnych, nietuzinkowych scenariuszy na przyszłość w głowie. Którzy wyskakują z kolein i idą pod prąd, a do tego wcale nie mają w głowie, że oto ja tu taki wyjątkowy jestem! Lubię takich pozytywnych, otwartych ludzi, z którymi rozmowy buzują mi później długo w głowie. Lubię ludzi autentycznych.
Paweł odwiedził nas na Zachodzie i spędziliśmy razem weekend na zaglądaniu w nasze ulubione zakamarki, eksplorowaniu w stylu Pawła, czyli podążanie nieznaną, kuszącą drogą, na końcu której znaleźć można różne cuda, oj można! Na graniu w karty i wysłuchiwaniu dzieci, które chcą być jak Paweł - tak samo eksplorować i tak samo szaleć autem po plaży ;-) guess who? :P Dzieci w Pawle zakochane, wyściskały Go na koniec, a teraz jęczą mi, że dlaczego tak późno Go poznaliśmy. Fajnie, że w ogóle, mówię im. No fajnie :-)
Siedzimy sobie teraz we troje – dzieci i ja w chatce nad wzburzonym i sinym dziś Morzem Tasmana. Jacek pognał do Christchurch odebrać kamper i jutro wielkie pakowanie. W kominku się pali, za oknem wichura, zaraz ruszamy w drogę…
A za 48 dni… ;-)
| Nowe miejsce odkryte dzięki www.nzfrenzy.com, o którym więcej innym razem |
| Ukrytych, zatopionych w swoim świecie.... |
| ...kilka chatek, w których mieszkają żywotni staruszkowie |
| Jedna czeka na Ciebie, Jo :-) |
| Własna plaża i codzienna dostawa drewna prawie pod sam próg! |
| A wokół tajemnicze jaskinie Maorysów, skały w kształcie... słonia? |
![]() |
| Dopiero widać gabaryty! |
| W sobotę Kiwi świętowali Anzac Day, wspominając żołnierzy poległych w I wojnie światowej, głównie w Turcji. Maki i te ciasteczka (pyszne) to symbole święta. |
| Zadziwiające, co fale potrafią wydrążyć. Ile to czasu, ile uporu..? |
| Uwielbiamy plaże pokryte tymi drobnymi kamyczkami |
| Paweł-zapalony żeglarz pokazał nam skuteczny sposób na rozochocone dzieci :P |
| Do startu gotowi... |
| Naleśniki po raz ostatni |
| Filip i jego nowy guru ;-) |
| A to my sobie jesteśmy ;-) |
| Ktoś nam się trochę wyeksploatował |
| Kto się darł najgłośniej, no kto?! |
| Takie cudo na końcu drogi eksplorowanej z Pawłem. Takie i wiele innych. |


Mam nadzieję, że Wasz kamper będzie w znacznie lepszym stanie ;-)
OdpowiedzUsuńJuż kilka razy wspominałaś o tym drewnie wyrzucanym na brzeg - czy coś wiadomo skąd go tyle na plaży w NZ? Bo u nas, czy tez w Grecji jakoś nie zaobserwowałam tego. Iwona
OdpowiedzUsuńSzerokich dróg, pięknej pogody i życzliwych ludzi na Waszej kamperowej wyprawie! Niecierpliwie czekam na kolejne wpisy i fotorelacje :) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńDajcie mi namiary na Pawla please :) :)
OdpowiedzUsuń