Człapię w za dużych kaloszach Judy, dzieciaki uciekają przed falami, ślizgając się na mokrych kamieniach. Deszcz zacina, ale jest ciepło. To niezaprzeczalny plus West Coast – nie dociera tutaj południowo-wschodni wiatr niosący lodowate podmuchy znad Antarktydy, z którym niejednokrotnie mieliśmy do czynienia w Christchurch. Wleczemy się po opustoszałej plaży i nic więcej do szczęścia nie trzeba. Wyobrażamy sobie tylko, jak Luka szalałaby ze szczęścia. To ten brakujący puzzle dzisiaj. Dzieci próbują wypatrzeć nefryty w przewalających się pod falami kamyczkach. Zachód to stolica zielonego kamienia i ponoć można go bez trudu znaleźć na tutejszych plażach. Jedyny mankament to fakt, że uważany jest za święty kamień Maorysów i tylko oni mają prawo do zbierania i obróbki. Według tutejszych zasad, nawet jeśli uda ci się wypatrzeć taki kamień w tysiącach powyrzucanych na brzeg to albo zostawiasz go gdzie leżał, albo powinieneś zwrócić go Maorysom. Tyle w kwestii teorii. Czasem na plaży uda się też wypatrzeć muszle paua, kolejna stała ekspozycja sklepów z pamiątkami. Ich błękitno-kobaltowe części wypełniają większość suwenirów typu biżuteria, magnesy na lodówkę, pudełeczka wszelkiego sortu i praktycznie wszystko, co nadaje się do sprzedaży.
Wciąż trudno nam uwierzyć, że rozdział zwyczajnego, lecz zupełnie nieprzewidywalnego życia w NZ już za nami. Że teraz możemy już swobodnie odetchnąć pełną piersią i cieszyć się samym byciem tutaj. Tak po prostu. Jak całodobowi podróżnicy. Zaraz ruszymy w drogę, pnąc się aż na północne skrawki Nowej Zelandii. Póki co cieszymy się przytulną, starą chatą Abramsów, a mając kominek i masy drewna wyrzucanego przez morze nie trzeba martwić się o chłodne już noce. Martwić się można jedynie o to, czy sygnał przebije się na to odludzie i uda się jakieś piksele przemycić. Co by nie mówić, NZ ma jedno z najbardziej koszmarnych połączeń internetowych na świecie. Firmy komunikacyjne niezbyt chętnie inwestują w odizolowane wyspy pocięte licznymi pasmami górskimi. Bo i dla kogo w sumie? Powierzchnia kraju niewiele mniejsza od Polski, a ludzi garstka - ponad 4 mln. Za WiFi płacisz praktycznie wszędzie, nawet jeśli opłacisz pokój w hotelu to zazwyczaj masz darmowe połączenie przez pół godziny :P Chcesz więcej? To wyskakuj z $. Jeśli Bill twierdzi, że NZ jest jakieś 10 lat za resztą cywilizowanego świata, to w tym punkcie nie sposób się nie zgodzić. Więc jeśli ktoś szuka pomysłu na biznes w NZ to VÓILA!
| W drodze na zachód. Koryta rzek są tutaj imponujących rozmiarów. Choć rzadko kiedy wypełnione po brzegi. |
| Jezioro Brunner |
| I już na miejscu |
![]() |
| Muszle paua Źr.: http://www.mydestination.com/ |
| Nasz chwilowy azyl |

No pychota :), Tak właśnie wyobrażam sobie malutki raj na Ziemi: szum fal, mała chatka, trzaski palącego się drzewa :) no i lampka wina. Ach... to się rozmarzyłam. I jak mam się do pracy zabrać?! Pozdrawiamy Was cieplutko A.K.
OdpowiedzUsuńSzerokiej drogi na północ, dobrej pogody oraz darmowego wifi, abyśmy z Waszą pomocą też mogli cieszyć oczy i odkrywać NZ. Iwona
OdpowiedzUsuń