wtorek, 9 czerwca 2015

Duchy, czarna magia i...znów małpy

Duszki, bóstwa, zabobony, czarna magia. Dobre duchy ukryte w górach, demony zamieszkujące morskie głębiny, buszujące po opustoszałych plażach i lasach. Obowiązkowe trzy świątynie niemal w każdej wsi, wystawne ołtarze przy wszystkich domostwach, kapliczki w każdym możliwym miejscu, łącznie z polami czy lasami, plus te najbardziej znane, majestatyczne świątynie strzeżone przez posągi demonów o groźnych obliczach. Codziennie składane dary, podarunki czy, w przypadku większych ceremonii, ofiary ze zwierząt mające udobruchać złe duchy, przyciągnąć te dobre. Pomiędzy tym wszystkim ludzie, którzy poprzez swoje obrzędy, rytuały i dary próbują znaleźć miejsce dla siebie w świecie zdominowanym przez wszechobecny mistycyzm. 

Gdy widzisz Balijczyków składających podarunki, modlących się, biorących udział w ceremoniach gdzieś dociera do ciebie ta mglista wiedza. Ale dopiero gdy Tadek-Kadek, notabene nowoczesny Balijczyk w jeansach i trampkach, który trochę świata liznął, opowiadał nam z przejęciem, ściszonym głosem, że ktoś tam może rzucić na niego i jego rodzinę klątwę, czarna magia, takie sprawy, musi uważać… gdy patrzyliśmy na jego powiększone przerażeniem i rzeczywistym lękiem oczy, to dopiero do nas dotarło, w jakim stopniu religia i wierzenia determinują życie Balijczyków. 

Cała wyspa wydaje się być spowita wonią i dymem z kadzideł, szeptem modlitw, krajobraz zdominowany jest przez strzeliste wielopoziomowe daszki z trzciny cukrowej. Skoro najbardziej przerażające demony zamieszkują morskie głębiny to trzeba było obwarować wybrzeże świątyniami i to one często prezentują się wyjątkowo spektakularnie poprzez swoją malowniczą lokalizację. Pura Tanah Lot oraz Pura Luhur Uluwatu to najbardziej popularne miejsca. Teraz już wiemy dlaczego. Usytuowane na szczycie opadającego stromo w ocean klifu czy trzymające się kurczowo odciętej w czasie przypływów od lądu skały stanowią bastiony obronne przed morskimi demonami. Niektóre świątynie upodobały sobie małpy, co stanowi dodatkową atrakcję dla turystów. Według Balijczyków małpy mogą być ucieleśnieniem zarówno dobrych, jak i złych mocy, dlatego są chronione i czczone. Chyba najbardziej znane balijskie makaki-celebrytki zamieszkują leśne sanktuarium małp Monkey Forest, czyli Małpi Gaj w Ubud. W centrum miasta nagle wchodzisz praktycznie w środek dżungli! Kilkaset małp opanowało ten niewielki obszar lasu deszczowego, który obrósł trzy świątynie, liczne rzeźby, oplatając wszystko gęstą siecią lian. I w tym ciekawskie makaki, które zaglądają do plecaków, włażą ludziom na głowę, kradną okulary i biżuterię, jednym słowem – nieźle dokazują. Małe są przyjazne, pchają się na kolana, niemal przytulają, te większe bywają agresywne i lepiej trzymać się od nich z daleka. 
Pura (czyli świątynia) Lahur Uluwatu wybudowana na szczycie
70-ciometrowego klifu, wściekle atakowanego przez Ocean Indyjski,
jest jedną z najstarszych świątyń na Bali (założona w początkach X wieku)
Pura Tanah Lot zbudowana została na malowniczych skalach
małego półwyspu, który w czasie przypływu zamienia się w wyspę.
Miejsce nawiedzane przez niezliczone tłumy turystów. 
Goa Gajah, znana bardziej jako Elephant Cave.
Wchodzisz do paszczy demona...
Droga przy Małpim Lesie w Ubud
Niezły sposób na małego uciekiniera ;-)
Takie wścibskie, wszędzie zajrzą, pod koszulkę też!
Kto wie, może jakiś banan się tam schował? ;-)

Wyciskamy te ostatnie dni jak cytrynę. Wraz z przeprowadzką w dół wyspy dni nabrały tempa, a rytm wyznaczają zmieniający się jak w kalejdoskopie mieszkańcy sąsiedniego domku – od francuskiej rodziny, która przez 3 dni nie odezwała się do nas ani jednym słowem; przez, dla odmiany, parę roześmianych Francuzów po 50-tce, którzy zagadywali nas na każdym kroku, kończąc na dwójce młodych Angoli indyjskiego pochodzenia, których przyjacielem jest Dev Patel znany z filmów  Slumdog i Hotel Marigold. Różnorodność doprawiona pożegnaniem Duńczyków, którzy ruszyli na balijskie wysepki, powoli doprowadza nas do końca podróży. 
Już czas…
Nasz nowy współlokator
Kolacja upolowana
Miły akcent na koniec - przed wieloma sklepami czy
 Salonikami SPA takie naturalne, urocze mozaiki

Kilka dodatkowych zdjęć TUTAJ

4 komentarze:

  1. Z niedowierzaniem patrzę na "licznik" - 3 dni, nawet nie wyobrażam sobie jakie emocje są w tej chwili w WAS, pewnie cała mieszanka, radość, smutek, zniecierpliwienie....Pozdrawiam DP

    OdpowiedzUsuń
  2. We mnie kłębi się przede wszystkim: "to już?", bo czytanie o Waszych wspaniałych przygodach stało się częścią mojego dnia. Tylko mnie się wydaje, że na Waszym miejscu nie chciałabym jeszcze wracać... ale nie czułam tej ogromnej tęsknoty, którą macie w sercach. Do zobaczenia wkrótce :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie tak jak poprzedniczka - cieszę się bardzo, że wracacie, wiedziałam od początku, że tak będzie ale ......... jak to tak szybko? nie będzie już oczekiwania i tego dreszczyku o czym się dziś dowiem, co zobaczę Waszymi oczami, tych wspaniałych i barwnych opowieści oraz zdjęć. ech kończy się pewna epoka i powrót do codzienności życia ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję, że wracacie z poczuciem dobrze wykorzystanego czasu, nie przegapionych szans, spełnionych marzeń... :-) Być może z apetytem na jakąś kolejną cytrynkę do wyciśnięcia! ;-) A te gorsze chwile zatrze przecież we wspomnieniach czas...
    Do zobaczenia w Namysłowie :-)
    M.

    OdpowiedzUsuń