piątek, 10 października 2014

Rodzina Abramsów

Judy daje czadu na basenie. Dosłownie! Przypominam – wiek ok. 65 lat. Tak zasuwa w tej wodzie, że nie mogę przecież zostać w tyle i nawet nie zatrzymuję się, żeby okulary przetrzeć, choć już …. widzę ;P W końcu dostrzegam płetwy na stopach i trochę mnie to uspokaja. Ale tylko trochę, bo energia tej kobiety jest niewyobrażalna. Dla przeciętnego śmiertelnika.  Oni wszyscy są trochę jak z innej planety – cała ta rodzina ;-)

‘Intimidating’ – onieśmielający. To pierwsze słowo, pierwsze skojarzenie, jakie pojawia się w mojej głowie, gdy myślę o rodzinie Judy i Billa – The Abrams Family. Tło już było – sześcioro dzieci (w tym troje adoptowanych); przeprowadzka z USA na koniec świata (30 lat temu NZ wcale nie była taką ziemią obiecaną – to BYŁ koniec  świata – mentalnie i technologicznie); praca jako Lekarz Bez Granic w najbardziej koszmarnych warunkach, jakie sobie można wyobrazić… To ‘tylko’ tło...


Za tym stoi rodzina nieprzeciętnych osobowości i oryginalnych życiorysów. Gdy czytam coroczny świąteczny list Bożonarodzeniowy (swoją część pisze każdy członek rodziny) to w większości opowieści jeden paragraf zawiera zakres wrażeń i przygód, które… hmm, może zmieszczą się w całym opisie czyjegoś życia… Nie przesadzam. Naprawdę.

Jeden z synów jest muzykiem symfonicznym i grywa w najlepszych orkiestrach w Australii i NZ. Kolejny jest współzałożycielem i członkiem jednego z najsławniejszych nowozelandzkich zespołów Shapeshifter. Link do jednego z koncertów, żeby pokazać z jakiego kalibru muzykami mamy do czynienia - syn na syntezatorach i saksofonie:



A to tylko dwójka z sześciorga…


Cóż, można się załamać swoją przeciętnością i byciem wróbelkiem w tym barwnym stadzie.. Albo… Można cieszyć się, że to kolejna możliwość spotkania nietuzinkowych osobowości; czerpania inspiracji; uświadamiania sobie, że… przecież jest wiele sposobów istnienia.  


Judy i Bill

5 komentarzy:

  1. No tak, można się załamać ;) Skoro Wy - szalone Fiorki w krainie Kiwi - uważacie się za "przeciętnych", to co my mamy o sobie sądzić ? Nie podnoście nam tak wysoko poprzeczki ;-) iwona

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam takich ludzi, takich jak Wy i Rodzina Billa, dają "kopniaka" i od razu chce się wstawac rano z łóżka, tylko po to, żeby wyprowadzic psy, pobiec do lasu, ech i w ogóle życ. Ostatnio przygarnęliśmy z Przytuliska Pieska. Dzięki komu hmmm. Dzięki Wam chcemy życ, działac, wow to jest super. Dziękujemy. Dorota P. Ps. Muzyka rewelacja-od razu na usta ciśnie się piosenka Mam tę moc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mnie cieszą takie komentarze :-) Że komuś się chce, że fajnie jest robić takie niby zwyczajne rzeczy... Ja do tych spacerów z psem po lesie tęsknię jak wyschnięte sierpniowe pole za deszczem ;-)

      Usuń