środa, 8 października 2014

Ostra jazda bez trzymanki

Judy, żona Billa, to wulkan energii. Swoimi osiągnięciami i pracą jako Lekarz Bez Granic mogłaby niejednego wpędzić w kompleksy. Słuchasz jej opowieści i nie wierzysz, że to wszystko to życie jednego człowieka. Słowa wylatują z niej jak pociski, nie chcesz nic stracić, żadnego szczegółu, ale nie da się. Kto zna Billa i wie, jaki potrafi być towarzyski i gadatliwy nie uwierzyłby w jego metamorfozę u boku żony. Przytakuje z uśmiechem i milczy. Sam chyba onieśmielony jej przeżyciami i doświadczeniem.  Zjadamy kolację, marzniemy pieruńsko (jak oni wytrzymują w tych temperaturach?!), dobrze, że wino trochę rozgrzewa.

Próbujemy, naprawdę próbujemy obniżyć ten nasz próg odczuwania zimna i choć nieco dostosować się do ich standardów, ale… to jest nieprzyjemne, bywa że niewykonalne ;-( Czy to nie tak, że jak u nas już późna jesień to raczej nikt w sandałach nie śmiga? A tu jako całoroczne obuwie, klapki na każdy sezon. My jednak jesteśmy ciepłolubni, no tak już mamy. Judy stwierdziła, że po przeprowadzce tutaj z Kalifornii 30 lat temu najtrudniejsza na początku była dla nich … właśnie pogoda. Ze słonecznej i gorącej Kalifornii na tę wyspę zagubioną na Pacyfiku, gdzie pogodę warunkuje to, co ten kapryśny ocean przyniesie – to było wyzwanie…


W takim tygodniowym życiu, tzw. ‘normalnym życiu’ czuję się często tak, jakby ktoś dał mi łyżwy ( a umiejętności brak, niestety :/) i powiedział – pruj przed siebie. Jakaś barierka niby jest, ale co chwilę nogi rozjeżdżają
się na wszystkie strony i twarde lądowanie. Rozcierasz siniaki  i próbujesz dalej. No nie ma innego wyjścia, zwłaszcza, że mąż z przydziału tylko jedną łyżwę dostał, i to nieco zardzewiałą. I radzi sobie, a umiejętności wcale nie lepsze od moich ;-)

Przytulam wieczorem syna i czuję jego rozpalone czółko. I już rozpalona wyobraźnia. Cokolwiek dzieje się dzieciom od razu wytrąca cię to z wypracowanego już jako tako, choć chybotliwego rytmu. Od razu łyżwy każda w inną stronę, a najlepiej to ze spektakularnym saltem na opak. Gorączka mija, idziemy na spacer nad pobliskie ulubione bajorko. Karmimy ptactwo i siedzimy później na ławce. Ja i wtulone po obu stronach dzieciaki. Siedzimy tak przez godzinę i patrzymy. Dzieci nie chcą iść, posiedźmy mama jeszcze trochę... Patrzymy na samoloty gdzieś w oddali i za każdym razem – ooo, Fiory lecą. Tęsknota (której wcale nie ubywa, a wręcz przeciwnie) wyjątkowo nakłada się nam w potrójnej dawce i trochę nam markotnie. Tak sobie siedzimy i tęsknimy, każdy za czymś/ kimś innym. Ale kierunek ten sam. I jak już nam się robi zbyt smutno to wracamy myślami do miejsc dopiero co odkrytych, obrazów co już na zawsze w głowie zostaną i przypominamy sobie, po co tak naprawdę tu jesteśmy i dlaczego na tak długo. I wtedy ta tęsknota i uwierająca samotność zaczynają nabierać sensu.


Często myślę o ludziach, którzy z różnych przyczyn zdecydowali się stworzyć swoje życie od podstaw w obcym kraju. Bywa, że bez znajomości języka. Jestem pełna podziwu dla ich determinacji i odwagi. Wydaje mi się, że nie jesteśmy w stanie zrozumieć tej pustoszącej od środka samotności człowieka wyrwanego ze swojego życia, odciętego nagle od wszystkiego, co znane i w miarę bezpieczne. Ja wiem, że wrócę. W najtrudniejszych momentach, gdy rzeczywistość tutaj zaczyna nas przerastać, mamy świadomość, że gdzieś tam mamy swoje fajne życie i do niego wrócimy. Ale jeśli tego nie wiesz, jeśli już za bardzo nie masz odwrotu, a ten obcy świat wydaje się zbyt trudny do ogarnięcia, to… to musi być nadludzki wysiłek utrzymać się na powierzchni. 



Nad naszym bajorkiem
Dzisiejsze popołudnie nad oceanem
Nawet kolację można sobie wyłowić ;-)
Zawsze coś zbierają i targają do domu
Dziecko Kiwi i dziecko nasze :P
Każde ma wzrok p.t. 'What's wrong with you?!'
Tak sobie pooglądaliśmy

5 komentarzy:

  1. Hmmm rzeczywiście Fitu jakiś taki naubierany ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdjęcia jak zwykle cudne, ale przedostatnie i opis genialne;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;-)
      Dzieci oczywiście z pytaniem - a czego my tak nie możemy? Na co ja - yyy, ten tego, bo my... bo my jesteśmy inni!
      I tyle w ramach edukacji :P

      Usuń
  3. czekałem na zdjęcia... na których zobaczę deski i żagle.. i mam :)

    OdpowiedzUsuń