czwartek, 2 października 2014

Małe wielkie rzeczy

Cierpliwość do własnych dzieci. Do ich humorków, chimer, fochów, wybrzydzania. Przecież nie odłożysz wychowywania na rok, bo jest im tu trudniej, bo są zdane tylko na tych tracących czasami zimną krew rodziców. Bo nie ma nikogo innego, komu można pomarudzić. I wtedy gdzieś to się rozchodzi po kościach. Nie możesz zawiesić konsekwencji i stanowczości. Hulaj dusza, piekła nie ma. A po roku wrócimy do wymagań. Nie da się. Tylko że i dla nas to jest trudne, drenujące z energii. Gdy, mimo wszystko, musisz być konsekwentny, ale masz tę świadomość, że to dziecko jest zdane tylko na ciebie. A ty przecież też możesz mieć gorszy dzień i deficyt cierpliwości… To te momenty, gdy czujesz, jak bardzo brakuje ci innych ludzi. Żeby choć na chwilę się oderwać, odciąć emocje, uspokoić myśli. Żeby nabrać dystansu. Matylda na spacerze, bez wstępu ani kontekstu: ‘Mamusiu, nie wiedziałam, że można AŻ TAK  tęsknić…’

Dziś po raz pierwszy w tym tygodniu bezwietrzny dzień. Po tych kilku, gdy uporczywe wycie wiatru świdrowało każdy zakamarek domu i własnej głowy, to wielka ulga wyjść i nie walczyć z utrzymaniem równowagi. Od razu cieplej, choć niebo zachmurzone. Włóczenie się ulicami miasta. Wyłapywanie atrakcji dla dzieci. Niezawodny Ogród Botaniczny. Drzewa – wysokie, majestatyczne. Jest w nich coś stałego, uspokajającego. Tyle rzeczy wokół przemija, a one rosną. I jak tak stoję z głową zadartą do góry to łapię inną perspektywę. Od razu patrzę dalej. Nie tylko na własne podwórko. To przynosi ulgę.


Gdzieś po drodze Centrum Dysleksji – uroczy domek z mnóstwem ciekawych rzeczy wokół. Już raz tam zabłądziłam, ale nie doczytałam (mea culpa). I to ta przewaga odkrywania miejsc z dziećmi – zawsze uważniej… Różne nazwiska, w tym John Britten i ten napis obok.. zaintrygował mnie. I wyszperałam ciekawą historię tego dyslektyka. Nie tylko dla wielbicieli motocykli ;-) Kto ma chęć to czyta tutaj.


Glazurnik bywa smutny. Zmęczony. Głównie brakiem stabilności i pewności jutra. Codzienny rollercoaster w pracy bywa wyjaławiający. Trzeba się więc podźwignąć nawzajem, zmotywować do tego, co uspokoi rozbiegane myśli. I jak zawsze z odsieczą niezawodny ruch. Rowery z dziećmi. I od razu skojarzenie czyichś słów wyłapanych wczoraj: ‘Ciesz się małymi rzeczami, bo któregoś dnia obejrzysz się za siebie i zdasz sobie sprawę, że były to rzeczy wielkie.'


Festiwal Icefest trwa
Przed budynkiem Rady Miasta
O dysleksji przystępnie, ciekawie -
np. talking seats - siadasz i słuchasz..
Nie chce się obrócić :/
Taki sobie eukaliptus
Przystanek przy sekwojach obowiązkowy

6 komentarzy:

  1. Już sama perspektywa oddalenia czyni niektóre sprawy wielkimi, a inne, dotąd wielkie, błahymi...
    Cierpliwości, słońca i uśmiechu! :-)
    M.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Glazurnik bywa smutny. Zmęczony. Głównie brakiem stabilności i pewności jutra. Codzienny rollercoaster w pracy bywa wyjaławiający." Jak ja to rozumiem... Trzymaj się chłopie :). Pozdrawiam Was gorąco.
    PS. Przeczytałem wszystko, nadrobiłem... jestem zachwycony Twoim blogiem. Czekam na dalsze wpisy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam teraz w pracy urwanie głowy i mnóstwo spraw, ale zawsze staram się znaleźć trochę czasu żeby się zatrzymać i sprawdzić co u "naszych Kiwi". Czytanie Twoich przemyśleń i opowieści to taka chwila oderwania, przerwa w nawale zajęć, która pozwala mi złapać oddech. A do tego fantastyczne zdjęcia - dziś szczególnie ta obrośnięta sekwoja. Dzielni jesteście wszyscy w tym poznawaniu NZ i jednocześnie zmaganiu się z codziennością. Pozdrawiam. Iwona

    OdpowiedzUsuń
  4. W korkach, wieczorami nadrobiłem :-) i nie mogę się doczekać co dalej :-) 3majcie się - pozdrawiamy z Wro. A&A

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszy nas to, jak chcecie być z nami i w tym podróżowaniu nam towarzyszyć :-) Bardzo nas to cieszy...

    OdpowiedzUsuń