czwartek, 16 października 2014

Do góry nogami

Uprzejmie donoszę, że Wilbert miewa się znakomicie ;-) Wilbert to oczywiście baranek. Na farmie Nicky jest mu dobrze, ciepło, no i brzuszek w końcu pełny. Na widok dzieci machał ogonkiem i wtulał się w ubrania, co ich buzie udekorowało radosnym bananem :D Może chwilowo zaspokoi usilne pragnienie Matyldy, by każdą napotkaną owcę dogonić (bezskutecznie) i poprzytulać (z takim samym rezultatem). A mając na uwadze statystyki, mianowicie 47 390 000 owiec w NZ, czyli 12,6 owcy na osobę (tako rzecze Wikipedia) to tego ganiania trochę jest ;-) Każda wyprawa mniejsza lub większa ma taki sam przebieg, czyli co kilkanaście kroków zatrzymujemy się i już nieco znudzonym wzrokiem wodzimy za córką uganiającą się po polach i pagórkach za zestresowanymi owcami. Syn jakoś się nie rwie. Grzebie w tym czasie w ziemi i szuka robaków.

Poza tym dzieci skończyły ferie i wrócił rytm szkolnych spacerów i zagadywania, tudzież wymyślania tematów, by dzieci te kilometry przedreptały. Od przyszłego tygodnia próbujemy już trochę z rowerami, co przy tym jak Kiwi za kierownicą w bestie się zmieniają taką prostą sprawą nie jest…. To, jak dla mnie, jeden z fenomenów NZ. Taki ciepły, uśmiechnięty, życzliwy i pomocny naród; w każdej sytuacji staną na głowie, żeby ci pomóc. Ale niech tylko wsiądą do auta… :/ Judy opowiadała, że często zdarzało jej się utknąć na środku czteropasmówki z dziećmi (sześciorgiem!) i zanim udało im się dotrzeć na drugą stronę to różnych rzeczy się naoglądała, łącznie ze środkowym palcem… Niewyobrażalne.

Dlatego my się nie pchamy, grzecznie czekamy, czasami dosyć długo, a potem do biegu, gotowi, start! Dziś po drodze pogadaliśmy o tym, co by było, gdyby przewiercić się stąd na drugą stronę przez samo jądro Ziemi. No i? Co by było? No gdzieś w pobliżu domu może byśmy wylądowali ;-) Każdy skrawek naszej planety  posiada dokładnie jedną antypodę, to znaczy miejsce po drugiej stronie kuli ziemskiej, gdzie wszystko jest idealnie do góry nogami. Kiedyś myślałam, że gdyby tak spróbować się przebić z Polski na wylot przez środek naszego globu to  po drugiej stronie wylądowalibyśmy w Nowej Zelandii. Co mija się z prawdą, bo tak naprawdę to wyłonilibyśmy się  w Pacyfiku około 850 mil morskich na wschód od Wyspy Południowej.

Niemniej jednak fajnie jest tak sobie wyobrażać, że jesteśmy dla Was do góry nogami, po drugiej stronie planety ;-)


Kucyk Nicky. Ten pled to nie ochrona od zimna
(jak myśleliśmy na początku),
ale od... szkodliwego promieniowania!



6 komentarzy:

  1. Cudny ten baranek, dobrze że trafił na takich wrażliwych ludzi jak Wy. Kto wymyślił mu imię?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci :-) Jakieś powiązanie z filmem 'Pajęczyna Charlotty', nie pamiętam dokładnie, czy taki był tytuł.

      Usuń
    2. Tytuł się zgadza i imię pasuje, film był o śwince też takiej najsłabszej miocie:)

      Usuń
  2. Jak milo jest patrzec ze Dzieci sa takie szczesliwe.Serdecznie pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzieci szczęśliwe, nareszcie owieczka w rękach Matyldy. Pozdrawiamy gorąco;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzieci szczęśliwe, nareszcie owieczka w rękach Matyldy. Pozdrawiamy gorąco;-)

    OdpowiedzUsuń