poniedziałek, 11 sierpnia 2014

W czarnej…

…jesteśmy :-(  Ze wszystkim – pakowaniem, załatwianiem, ogarnianiem spraw. Jeszcze jakieś pół roku temu zastanawiałam się, jak to będzie, gdy licznik dni do odlotu przeskoczy na jednocyfrowy… I to właśnie się dzieje, i byłam pewna, że wszystko będzie poukładane, podopinane, pozałatwiane, już prawie spakowane i gotowe do podróży…
 

No i … nie jest. Wszystkie sprawy na hurra, chaos myśli i zadań do odhaczenia. Niby wiesz, szykujesz się od miesięcy, a i tak większość spraw do ogarnięcia na koniec. Nawet ja, taka poukładana i zorganizowana (a przynajmniej tak mnie niektórzy postrzegają), mam teraz rozbiegane myśli. Podirytowanie pośpiechem. Zmęczenie nadmiarem spraw i zadań na wczoraj.
 

Ale w tym wszystkim jedna stała, niezmienna – nacieszyć się ludźmi, nie żałować czasu na to, co najważniejsze. Cudny wieczór wczoraj, z tą wyjątkową pełnią księżyca, wiatrakami migającymi w ciemności. Dla takich chwil warto… Bo one zostają w tobie na dłużej. Czepiasz się ich potem w tych trudnych momentach.

Pięknie jest u nas, naprawdę :-)

Do odlotu 9 dni.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz