niedziela, 3 sierpnia 2014

Te momenty


Dziś jestem na haju opowieści, książek, historii, które czyta/słucha się z rozdziawioną buzią. Może nieco za duża dawka egzaltacji, ale taki mam dzisiaj nastrój sentymentalno-pożegnalno-wzruszeniowy. I tyle :P Kto chce to czyta ;-)
Ten post dedykuję pewnej mądrej Kobiecie. Ona myśli, że Jej życie przypomina chwilami słabo doprawiony sos, w którym tylko zastygnąć można… Co bardzo dalekie jest od prawdy, bo inspiruje mnie Ona stale i zaraża taką energią, jakiej próżno u wielu innych szukać. Obiecała mi po powrocie ambitną kobiecą wyprawę w góry i ja Ją trzymam za słowo :-)
……………………………………………………………………………………………………………………………………………
Lawina myśli dziś, po tylu różnych historiach niesamowitych ludzi, barwnych blogach, po pochłonięciu inspirujących książek o podróżach, wyzwaniach, odwadze, przygodach jednostkowego człowieka mogących zbudować życiorysy wielu ludzi – mój mózg wypluwa jej jak gejzer i stopniowo wylania się jedna klarowna myśl i ta myśl jest …. jak zmrożone Mojito w upalny dzień :-) Ulga wypełnia mi zwoje myślowe i przestaję się spinać, nareszcie…
Bo ta myśl jest prosta i tak oczywista, że aż się dziwię, ile trzeba było przeżuć słów i zdań, żeby do niej dotrzeć.

Nie ma jednego scenariusza na realizację siebie, jednego wzorca na spełnione życie i nie ma miejsca na poczucie winy, bo ktoś robi to w bardziej widowiskowy sposób! Nie trzeba od razu pakować się w podróż dookoła świata, aby żyć pełnią życia i wysysać z niego najlepsze soki. Sęk w tym, by dokopać się do tego, co nam w środku siedzi. Pod tymi wszystkimi oczekiwaniami innych. Podążyć za tym. Za własnym, a nie cudzym pomysłem na życie. I uwolnić się od dławiącego poczucia winy i pożerających energię wyrzutów sumienia, że może bez rozmachu ten scenariusz, może bez fajerwerków, ale jest mój własny i ja się w nim realizuję. I z tego czerpać satysfakcję.
Uwielbiam ludzi zachłannych na życie. Ich historie pchają mnie do przodu i sprawiają, że chcę sięgać po więcej. Dodają odwagi. Wypełniają luki wiarą we własne, być może nieuświadomione, możliwości. Mobilizują do tego, by patrzeć dalej, poza horyzont. Być ciekawym świata i ludzi. Ale jeśli tej lekturze towarzyszy poczucie winy (mi towarzyszyło przez jakiś czas!), że moje życie jest takie banalne, takie mało ‘ambitne’ to STOP! „Bo największą pasją powinno być życie’ – pisał Kacper Godycki-Ćwirko. I ja się pod tym podpisuję. Kacper miał na to szalony pomysł i ja Go podziwiam za to i  szanuję. Ale to był Jego pomysł i cieszę się niezmiernie, że zdążył się nim podzielić.

Każdego dnia w każdym miejscu można mieć pomysł na siebie, można znaleźć chwile na to, co nas nakręca i sprawia, że chce się krzyczeć ze szczęścia. Wszędzie. Każdego dnia. Żeby nie uciekało to życie, nie przelewało się przez palce od weekendu do weekendu. Od urlopu do urlopu, bo tylko wtedy może nas spotkać coś wyjątkowego. Ja się na to nie zgadzam.

Pierwsze skojarzenia momentów uskrzydlającego szczęścia, takiego totalnego spełnienia? 
Moment, gdy odbijam się od ściany w basenie i czuję jak woda opływa moje ciało…
I moment, gdy widzę radość niczym nie zmąconą w oczach moich dzieci…
I moment, gdy głośny śmiech wypełnia mnie na granicy bólu i myślę o tych ludziach, dzięki którym… i czuję, jak w gardle mnie dławi wzruszenie…
I moment, gdy znów udaje mi się pokonać swoją słabość, zerwać się rano i biec. Przed siebie.

I wtedy nie ma znaczenia, czy jestem tu, czy na końcu świata. Żadnego. 

Do odlotu 17 dni.

3 komentarze:

  1. Tak chciałam dodać komentarz, że aż mi brakło słów. Marta jesteśmy z Tobą i czytamy Twojego Bloga. Na dzisiaj nasuwa mi sie jedna myśl - spokój płynący z bycia tu i teraz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślałam, że tylko ja tak czuję, że się dlawię powinnościami, obowiązkami, ze mam poczucie winy,że życie toczy się obok. Dziękuję. Dla mnie jesteś tą osobą, która inspiruje, dodaje odwagi, by pomyśleć w końcu o swoich marzeniach. Z całego serca życzę Wam powodzenia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :-) Aż chce się pisać...

      Usuń