czwartek, 14 sierpnia 2014

Pseudoturyści, czyli... my :P


Bo gdyby wyjechać tak, że palcem po mapie i wybierasz – dziś tu, jutro tam.. Same atrakcje, same przyjemności, byłem-widziałem-zaliczyłem. To pewnie teraz byłaby wyszczerzona gęba i gotowi do startu ….
 

A tu trzeba najpierw gniazdo (nawet tymczasowe) uwić, jakiś dom wynająć, sprawy przyziemne ogarnąć. Dzieci do szkoły wysłać. Mąż do pracy. Oni tam myślą, że fachowiec przyjeżdża, to się będzie działo.. ;-) Ja – w poszukiwaniu pracy. Dobrego (nie)złe początki :P Przygoda pełną gębą! Ale mamy tam przyjaciela, a to baaardzo dużo. Taka pomocna dłoń przynajmniej na początek. I mamy niezachwiane poczucie, że jak wychodzisz do świata z życzliwym uśmiechem to  wiele ci sprzyja. I tego się trzymamy!
 

Jednak jak tak siadamy i zdajemy sobie sprawę, w co się wpakowaliśmy to już tylko kolejne wino otworzyć proszę :D Hakuna Matata!
 
Bo pierwsza myśl była i pozostała niezmienna  – nie tylko objechać, wziąć co najlepsze, odhaczyć to-trzeba-zobaczyć, fotki pstryknąć i tyle nas widzieli. Nie taka tylko była myśl. My chcemy pożyć ich życiem. Wejść w ich codzienność. Przekonać się, czy faktycznie najważniejsze to dla nich być, nie mieć – to nas urzekło w opowieściach różnych ludzi*. Być, spełniać się i czerpać z tego frajdę. Tego chcemy właśnie spróbować :-)
 

Do odlotu 6 dni.

*Fragment książki Anke Richter ‘Czym zadziwi strefa Kiwi’:
„Lukas surfuje każdego ranka przed pracą. Jeśli skończy wcześniej swoje zajęcia w klinice, może po prostu wyjść – rzecz nie do pomyślenia w Niemczech, gdzie praca była zawsze ważniejsza od czasu wolnego.(…) Taka przyjaźń pomiędzy stolarzem a urologiem nie zrodziłaby się najprawdopodobniej nigdy w Niemczech… W egalitarnej i pozbawionej arogancji Nowej Zelandii taki podział nie istnieje. To styl życia liczy się tutaj bardziej niż podobne wykształcenie. Jest mi zupełnie obojętne, czy opłacasz czynsz smażąc kotlety, sprzedając wiertarki, czy operując nowotwór. Zdradź mi jednak, co poza tym robisz w życiu: jesteś żeglarzem, skaterem, a może grasz na saksofonie?”

14 komentarzy:

  1. Cze, odmeldowuję, że śledzimy bloga z wypiekami, czekając na kolejne wpisy.
    Niesamowitym jest jak odrealnione chcenie może się zdarzyć, zadziać, być.
    Czyż to nie piękne?
    Zarówno Wam, czytającym i samemu sobie "oby nam się chciało chcieć"
    No i czekamy na więcej...
    Ściskamy mocno :-)
    Majcherki

    OdpowiedzUsuń
  2. I o to chodzi - niech toczy się jak domino, niech nam się wszystkim chce :-) Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  3. le dlaczego pseudoturyści? Martyna WOjciechowska nie zagrzała miejsca w żadnym kraju na dłużej niż dwa miesiące...a daleko jej do pseudoturystki. To, że człowiek lubi podróżować i być w ciągłym ruchu nie oznacza, że jest płytki. MYlisz dwa pojęcia, wyjazd emigracyjny....nawet na rok...ale jednak jest to wyjazd w sensie znalezienia pracy a podróże. Ja już mieszkałam przez dwa lata w Austrii i wiem z doświadczenia, że to są dwie różne rzeczy....nie można tego tak spłycać porównywać. I szczerze, to lubię i te długie wyjazdy ale uwielbiam też te krótkie....tu i teraz na mapie, bilet i jestem...bo w tym jest jakieś szaleństwo, przygoda, bycie w ciągłym ruchu. Bo jak inaczej można zobaczyć te wszystkie wspaniałości na świecie w tak krótkim życiu? Aby móc oceniać ludzi i nazywać pseudoturystami to trzeba mieć chyba trochę więcej doświadczenia w podróżowaniu...to jest moja subiektywna ocena ale ty też podsumowałaś w ten sposób tysiące ludzi,cięzko pracujących, będących szczęśliwym w swoim kraju ale też chcącym zobaczyć to co ma świat do zaoferowania. pzdr Marta

    OdpowiedzUsuń
  4. "Turyści nie wiedzą gdzie byli, podróżnicy nie wiedzą gdzie będą "– Paul Theroux, pisarz, podróżnik i publicist.
    Może lepiej w ten sposób zrobić to porównanie a nie na zasadzie długości czasu spędzonego w danym miejscu....i właśnie... "nie wiedzą gdzie będą"...czyli dzisiaj mapa, jutro bilet...i tak całe życie, podróżnikiem jest się w sobie, to jest coś co zawłądnęło tobą, czujesz aż rwącą potrzebę bycia w każdym miejscu na mapie z tą "wyszczerzoną gębą" czasem pozytywnie a czasem negatywnie...jak widzsz głowę spa podanego na talerzu.... miesiącami oglądasz przeróżne miejsca a jak się nadaży okazja to kupujesz bilet i już pędzisz w nieznane, bez względu na wszystko, czasami nawet zostawiając swoich ukochanych w domu,życie jest krótkie a podróżnik właśnie chce zobaczyć wszystko, przezyć wszystko co może bo taka jest jego niespokojna dusza. A kliknąć fotkę i być w znanym miejscu? Owszem, nie wyobrażam sobie przyjechać do Krakowa i nie zobaczyć Rynku Głównego...to jak kupić bilet do kina i nie wejśc na sale tylko nasłuchiwać z przejścia....przecież po to są te wszystkie rzeczy aby móc je zobaczyć i zwiedzić. pzdr Marta

    OdpowiedzUsuń
  5. Marto,
    dziękuję za mądre i wnikliwe komentarze. Ale chyba nie końca potrafiłam przekazać, co mi w duszy zagrało. Pseudoturyści - to określenie zabarwione ironią odnosiło się do nas tylko, nie do innych. Bo niby ruszamy na podbój świata, ale tacy przerażeni - bo najpierw musimy pragmatycznie to ogarnąć, nie żeby się 'dorobić', ale utrzymać na powierzchni. I przez to ta radość chwilowo ukryta.. A ja właśnie chciałabym mieć tę 'wyszczerzoną gębę' (to dla mnie ciepłe, radosne określenie - nie obraźliwe) i gdzieś może to uwiera, że strach się wysforował na przód, mam nadzieję - że chwilowo tylko.
    Mam wiele szacunku dla ludzi, którym w ogóle chce się ruszyć z domu - w takiej czy innej formie. Nie śmiałabym nikogo oceniać. Uwielbiam krótkie wypady z mapą w dłoni, cudowne, czasami szalone, taki ich urok. Może nie mam takiej potrzeby zobaczenia wszystkiego, o czym piszą w przewodnikach (uogólniam, ale wiadomo, o co chodzi). Poznaję świat poprzez ludzi, choć oczywiście marzę o dotarciu do pewnych miejsc. Im więcej się uda zobaczyć, tym lepiej - ale nie za wszelką cenę. I to mój sposób. Ani lepszy, ani gorszy - mój po prostu, na smakowanie świata.
    Dałaś mi do myślenia - ile w nas z turystów, ile z podróżników i czy można gdzieś tak pośrodku..? Nie wiem. Może się dowiem w ciągu tego roku? ;-)
    Naprawdę nie miałam zamiaru nikogo urazić, tym bardziej tych, którzy mają odwagę mierzyć się ze światem w taki czy inny sposób. Przewrotność słów - czasami wymykają się nam i żyją własnym życiem ;-) Niekoniecznie takim, o jakim myśleliśmy. Będę bardziej uważna, obiecuję :-)
    Pozdrawiam serdecznie i chętnie przygarnę wszelkie Twoje komentarze :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. :) Wiem, wiem, ja tylko strasznie nie lubię oceniania ludzi w ten sposób, bo każdy ma swoją historię...i zawsze z tym walczę. Teraz przeczytałam twoja odpowiedź. Teraz już rozumiem o co chodziło :). Ja akurat mieszkałam w innym kraju i dla jednych to fajne dla drugich dołujące...ja cały czas myślałam, że w tym momencie nie jestem z rodziną, że jeździć mogę zawsze ale rodzina nie będzie na zawsze ( w sensie rodzice, dziadkowie...i nie potrafiłam o tym przestać myśleć i gamiest cieszyć się to cały czas miałam wyrzuty sumienia) ale wiesz, że uwielbiam podróżować jednak króćej nie dłużej. No nic, przepraszam za ostatni komentarz, gdyby się dało to usunęłabym go ale niestety nie potrafię :(. Ja rozumiem twoje obawy, czułabym to samo ale będzie dobrze bo musi być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak w życiu dobrze czytać ze zrozumieniem:-) I ciśnienie wtedy niższe... Bercik

      Usuń
    2. Dokładnie tak :) całkowicie się z Tobą zgadzam. Jednak ile istot żyjących na tym świecie tyle interpretacji czyjejś wypowiedzi :) Blogowicz musi się z tym liczyć, że komentarze są pozytywne jak i negatywne. Marta.

      Usuń
    3. Dana jednostka reprezentuje większą całość, ktoś kto siebie w ten sposób nazywa poniekąd przedstawia ten sam pogląd na temat osób które postepują podobnie a wcale nie uważają, że jest w tym coś złego, tak więc nie do końca się zgodzę się z tym, że nie było to przeczytanie ze zrozumieniem, bardziej inna interpretacja powyższego tesktu od założeń blogowiczki :). Marta.

      Usuń
    4. Niemniej jednak wszelkie interpretacje mile widziane :-)

      Usuń
  7. Ja też nie chciałam Ciebie urazić, ale dziwnym trafie post wskoczył po naszej rozmowie na fc....i tak odebrałam to trochę osobiście :). A mi tylko o to chodziło, że podziwiam Was bo mnie przeraża cała kwestia z załatwianiem pracy,podatki itd...raz to jug przezyłam w Austrii co prawda barierą był tam tez język....ale cały urok mieszkania za granicą angle poszedł w niepamięć i w sumie mniej zobaczyłam niż gdybym uzbierała w domu i wyruszyłabym w podróż. Ale Nowa ZElandia....no myslę, że przezycia tam będą nine :) dużo ciekawsze, no nic, przepraszam za taką surową ocenę bloga, tylko proszę tez o wzięcie pod uwagę osób bardziej praktycznych...:) wiesz ja planuję kiedyś odwiedzić Nową Zelandię....ten raj...i też chętnie poczytam trochę o praktycznych wskazówkach :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Cieszę się, że jednak łaskawszym okiem ;-) Nie taki był zamysł tego bloga - choć pewnie praktycznie tez będzie. Jest sporo dobrych blogów, o tym jak krok po kroku tam się osiedlić lub wyjechać na dłużej. Ja uczciwie ostrzegam i jeszcze o tyn napiszę, że to będą moje (nasze) emocje. Dla naszych najbliższych i ... trochę dla nas, bo łatwiej to się w głowie układa, gdy sobie tak to werbalizuję. Oswajam w ten sposób swoje lęki.
      Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę powodzenia - w dalszych lub bliższych podróżach, tych krótszych lub dłuższych :-) Ważne, że chce się podróżować:-)

      Usuń
  8. Rozumiem wszystko, chętnie będę zaglądać aby zobaczyć co tam u Was. A wiesz jak u mnie, wrzesień się zbliża, zapisy na kursy, stres, nerwówka i cały wrziesień taki....i człowiek o byle co się denerwuje...ale Ciebie to w tym roku na szczęście ominie. Ehhh szczęściara :). Pozdrawiam i życzę powodzenia.

    OdpowiedzUsuń