piątek, 22 sierpnia 2014

Podróż przez pół świata

Pamiętacie pierwsze dni na kolonii? Gdy jeszcze nie orientujesz się, gdzie co i jak. Gdzie się je? Kto kim jest? O co tu w ogóle chodzi? I pierwszą noc, gdy po cichu łkało się do poduszki? Przynajmniej ja łkałam. Pierwsza noc to zawsze była porażka - przerażająca samotność i jedna myśl - ja chcę do domu!!!!! A później oswajasz te miejsca, poznajesz ludzi, już kojarzysz ścieżki, już orientujesz się w terenie i nagle wszystko wydaje się takie przyjazne, bezpieczne i na koniec płaczesz, że już się kończy, że wyjeżdżasz.
No i ja dziś pewnie zaliczę to łkanie do poduszki ;-) Bo chwilowo wszystko takie obce, inne, różne od wszystkiego, co znam. I gdyby nie nasz przyjaciel, Bill, który się nami zaopiekował, to pewnie już wszyscy byśmy łkali ;-)

Pierwsze wrażenia? Na lotnisku w NZ było... miło i przyjaźnie. Żadnego grzebania po bagażach, wszyscy mili i uśmiechnięci. A my po prawie 46h w podróży przygotowani byliśmy na najgorsze. Poza tym jest zimno, brr... W domu Billa też - jakieś 18 stopni. Na szczęście wszystkie walizy dotarły, więc ubieramy na siebie co mamy. Zdążyliśmy jedynie częściowo się rozpakować, zjeść pyszną kolację i zaraz próbujemy dostosować się do ichniejszego czasu. Co nie jest łatwe po tych dwóch zwariowanych dobach, gdy dzień miesza się z nocą i tak naprawdę nie wiesz, czy powinieneś już spać. Na szczęście mam w końcu nieograniczony dostęp do internetu, więc nadrobię wszelkie zaległości - nawet nie zdajecie sobie sprawy, jakie to frustrujące i przerażające, gdy tracisz stały kontakt z innymi...

Jutro na spokojnie już pierwszy spacer po okolicy i rozeznanie w terenie. Wprawdzie Bill w drodze z lotniska obwiózł nas i poopowiadał co nieco, ale każde przysypiało w innym momencie i mamy tylko rodzinne strzępy opowieści ;-)
Tymczasem jeszcze podróż w pigułce:

Pożegnanie na lotnisku we Wrocławiu

Tak, to ja zapłakana, nieumalowana, ze zmarszczkami wszystkimi na wierzchu ;-) 
To dzieci zaraz po starcie musiały mnie wspierać!
No tutaj to oczywiście bez stresu!

W samolocie najlepsze żarło ;-) W drodze...
Jedyne zdjęcie z okien hotelu w Dubaju
I już w drodze do NZ
Po tych ok. 46h podróży jesteśmy na miejscu. Na drugim końcu świata. Co dalej? Wspieramy sie nawzajem, przytulamy na okrągło dzieci, żeby czuły się bezpiecznie, jak studnia wody wyczekujemy nawet najmniejszych okruchów Waszej pamięci :-) Każda wiadomość, każdy komentarz to dla mnie sygnał - pamiętamy o Was - tak, życie się toczy, robimy to, co zawsze, ale myślami gdzieś tam czasem się do Was przybłąkamy. I to mi dodaje sił, jak nic innego :-) Dziękuję!

20 komentarzy:

  1. miło wiedzieć, że cali i zdrowi jesteście na miejscu:
    Buziaki i pozdrowienia dla całej rodzinki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że szczęśliwie jesteście na miejscu. Uściski dla wszystkich

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętamy, czytamy i dreszcze mamy! I lot śledziliśmy :) I kciuki mocno ściskamy! I Was też ściskamy! I pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję Wam wszystkim. Bardzo!

    OdpowiedzUsuń
  5. i tak was podziwiam a blog mnie zainspirowal
    bede sledzil
    Jaca

    OdpowiedzUsuń
  6. Oczywiście, że pamiętamy. Codziennie śledzimy Twój blog. Wszystko będzie dobrze! Trzymamy kciuki!
    Agnieszka i Wojtek

    OdpowiedzUsuń
  7. Super, że już na miejscu, gorąco pozdrawiamy Ania i Paweł,
    P.S. pozdrowienia dla Billa

    OdpowiedzUsuń
  8. Ufff, czekałem na notatkę po przylocie :) Dobrze, że dotarliście, bo tyle to jeszcze chyba się o nikogo nie modlilem :) Uściski i pozdrowienia :)
    Mariusz
    p.s. nazwa miasta cudowna :) prorocza :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No to się zaczęło :). Pozdrawiamy! A i B

    OdpowiedzUsuń
  10. Na reszcie na miejscu:-) powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  11. Pozdrowienia od Madzi z całą Namysłowską i Opolską rodzinką

    OdpowiedzUsuń
  12. Martuś, jesteśmy z Wami przez cały czas... czytamy, czytamy o wciąż m mało... jeszcze pare chwil temu siedzieliśmy razem przy ognisku;) Maja juz tęskni i płacze za Matysia...

    OdpowiedzUsuń
  13. To wspaniałe co zrobiliście.nie każdego stać na taką odwagę.mocno wierzymy że wsxystkie ukryte marzenia gdzies daleko w głębi Waszych dusz staną sie juz w krótce rzeczywistoscia.Pani Marto blog strsznie nas zainspirował.Czytamy,płaczemy i jesteśmy dumni ze mamy takich sąsiadow.pozdrawiamy gorąco trochę ciepła się wam przyda.Asia szczególne pozdrowienia przesyła Matyldzie.sąsiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jesteśmy po 12 koszmarnych godzinach jazdy samochodem do Maribora, dzisiaj kończymy na Makarskiej, o Boże to nic w porównaniu z Waszą podróżą do raju. Teraz juz będzie tylko dobrze, czego sobie i wam Kochani życzę
    :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jesteśmy pod wrażeniem i mocno trzymamy kciuki :)) Codziennie śledzimy gdzie jesteście i co u was słucha (dobrodziejstwo ten internet). Jesteśmy z wami-Alicja, Paweł i Filipek ze Świdnicy
    P.S> Pisz Martuś, pisz. Twoje relacje dodają nam skrzydeł :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wielkie dziękuję w stronę wszystkich. Pastorze - bardzo doceniam :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Uściski dla wszystkich! Chłonę każdą linijkę;)
    Ania R.

    OdpowiedzUsuń