niedziela, 24 sierpnia 2014

Myśli o 5.00 nad ranem...


Znów naoglądałam się bajecznych zdjęć na różnych blogach i stronach o Nowej Zelandii. I nie mogę uwierzyć, że to wszystko gdzieś tu jest, w naszym zasięgu już w miarę realnym. I cieszę się, że te wrażenia będą dawkowane, że na spokojnie nacieszymy się tym krajem, prawie rok mamy na to ;-) Na powolne smakowanie, uważne przyglądanie się, chłonięcie jego piękna.
 

Ten przyjazd tutaj z końcem ich zimy ma niezaprzeczalnie wiele plusów. Dobra, przyznaję, że po wyjątkowo ciepłym polskim lecie (nie wspominam już o tropikalnych temperaturach w Dubaju czy Bangkoku) to marna przyjemność wejść w ten wietrzny, dżdżysty klimat nowozelandzkiej zimy. Ale z drugiej strony leżąc dziś rano (pobudka o 5.00 – rozregulowany zegar biologiczny jeszcze się przestawia) i wpatrując się w deszczowy, zimny poranek za oknem pocieszałam się tym, że:

  • Możemy wykorzystać tę paskudną pogodę, raczej nie zachęcającą do górskich czy innych wędrówek, na załatwienie wszystkich prozaicznych spraw – począwszy od wynajęcia domu, załatwienia formalności w szkole, załatwienia NZ numerów telefonów, a skończywszy na drobiazgach typu – ogarnięcie zakupów żywieniowych (co jeść? gdzie kupić? Etc.)

  • Możemy spokojnie rozplanować, co i kiedy zobaczyć; doczytać, poszperać, co naprawdę warto, a czego może nie podają w przewodnikach;

  • Możemy dawkować sobie wrażenia – nie wszystko od razu, gdy człowiek czasem gubi się już w zachwytach, w za dużej dawce piękna w zbyt krótkim czasie. Poczekać spokojnie na wiosnę, na słońce i wtedy dopiero ruszyć przed siebie. Bez pośpiechu. Bez napiętego planu.

  • Możemy dać sobie czas na ‘kwarantannę’ – na tęsknotę tak wielką, że chwilami trudno oddychać… Bo jeśli świadomie zostawiasz za sobą tlen, a zabierasz pustą butlę to nie dziw się, wariatko, że tak trudno krok do przodu zrobić. Mój tlen to ludzie. Wyjątkowi. Jedyni w swoim rodzaju. I mój pies. O którym chwilowo nawet myśleć nie mogę. Mniej szarpie wtedy w środku.

Takie myśli przychodzą do głowy o 5.00 nad ranem. W Nowej Zelandii. W Raju.

3 komentarze: