czwartek, 21 sierpnia 2014

Hotel Zombie w Dubaju

Wyobraźcie sobie takie miejsce, gdzie tylko śpi się między lotami - wpadasz na chwilę, chwytasz tych kilka cennych godzin snu w pozycji horyzontalnej (co po akrobacjach w samolocie wydaje się niewyobrażalnym komfortem) i mkniesz dalej. Dlaczego Zombie? Bo wszyscy wyglądają, jakby imprezowali od tygodnia ;-) Łącznie z nami. Podkrążone oczy z niedospania i chwiejny chód. I wcale nie przesadzam :P

Niestety, Dubaj zobaczyliśmy tylko z okien autobusiku wiozącego nas do hotelu i z powrotem. Po klimatyzowanym kosmicznym lotnisku wysiadając przed hotelem napotkaliśmy, jak to ujęła Matylda, przedsionek piekła. Duszący żar powalił nas dosłownie, więc biegiem do hotelu. Także, Iwona i Tomek, wybaczcie, że nie ma galerii 'Dubaj nocą' ;-) Do hotelu dotarliśmy ok. 22.00 (24.00 tutejszego czasu) i mając na uwadze pobudkę ok. 4h później niewiele już czuliśmy chęci, by ten Dubaj zgłębić. Może innym razem. Marzyłam o hotelowym basenie i, owszem, zobaczyłam go nad ranem, z nosem przy szybie, gdy trzeba było ruszać dalej.

Zaraz kolejny lot i po wczorajszych 6h ten zaczyna mnie naprawdę przerażać :-( 21h w powietrzu plus 2x 1,5h przerwy na międzylądowania. Mam nadzieję, że jednak będzie więcej miejsca, bo wczoraj to klaustrofobicznie bardzo... Stukam w klawiaturę w biegu na lotnisku, bo darmowe Wi-Fi tylko 0,5h - a bez połączenia czuję się się jak odcięta od wszystkiego, co znam i co w jakiś sposób daje mi poczucie bezpieczeństwa. Dzieci pospane na fotelach, my łykamy kawę i prostujemy jeszcze nogi.




I na szybko jeszcze migawka z pożegnania we Wrocławiu. Nawet mi pisać ciężko, bo już oczy załzawione. No nie mogę, kurde, no.. Więc tylko zdjęcie i gorące uściski dla tych, które znaczą więcej, niż są w stanie sobie wyobrazić...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz